Strona Główna

Make Up For Ever Ultra HD Invisible Cover Stick Foundation

poniedziałek, 20 lutego 2017


Chociaż podkłady w sztyfcie żadną nowością nie są, ja dopiero w minionym roku pierwszy raz miałam z nimi styczność. A dokładnie z Ultra HD Invisible Cover Stick Foundation marki Make Up For Ever, który intrygował mnie od samego początku. Dla mnie taka forma była czymś zupełnie kosmicznym, więc ciekawiło mnie jak podkład zamknięty w maleńkim sztyfcie pokryje się z moimi oczekiwaniami i jak ja sama ogarnę temat.
 


Opakowanie jak najbardziej trafiło w mój gust, ponieważ jest czarne, zostało solidnie wykonane, a dodatkowo jest bardzo poręczne. Pod wieczkiem kryje się dodatkowa osłonka, która gwarantuje, że gdy gdzieś, kiedyś wydarzy się jakiś niespodziewany wypadek, sam produkt nie zostanie narażony na kontakt z zanieczyszczeniami. Takie małe coś, ale jakby nie patrzeć fajnie przydatne.
Mnie początkowo zastanawiała jedynie pojemność (jak sądziłam mała) bowiem obawiałam się, że 12.5g szybko sięgnie końca i będzie to przygoda na krótką chwilę. W praktyce okazało się, że nie słusznie miałam złe przeczucie, bo podkład ma silnie skoncentrowany pigment i do pokrycia twarzy wystarczy kilka maźnięć sztyftem, który nie tak szybko daje znać o swoim ubytku. Ja lubię aplikować go następująco: dwa pociągnięcia przez szerokość czoła, po dwa-trzy  na każdym policzku, małe maźnięcie na brodzie i bokach nosa. Następnie rozprowadzam go gąbeczką, która sprawdza się u mnie najlepiej. Oczywiście pędzel także nadaje się do tego zadania, ale mnie bardziej podoba się efekt roztarcia jaki daje gąbeczka.
Sam sztyft aplikuje się w miarę przyjemnie, jest bowiem bardzo zbity i jednocześnie mocno kremowy i nie naciąga jakoś dramatycznie skóry w trakcie rozprowadzania. Odnoszę czasami uczucie dziwnie tępej konsystencji, być może ma to związek z moją suchą skórą i przyznaję, że musiałam się do tego przyzwyczaić, ale nie określiłabym tego niekomfortowym. Jest to raczej zupełnie nie znany mi dotychczas rodzaj aplikacji. Na roztarcie podkładu poświęcam kilka chwil więcej niż przy tradycyjnej płynnej formule, ale gąbeczka sprawnie rozprowadza go na twarzy, bez tworzenia smug.


Mój odcień Y315 (według starej numeracji to 125) dobrałam sobie przez pomyłkę niewłaściwie. Zamiast Y325, który miał być moim kolorem docelowym, kliknęłam wspomnianego nieszczęśnika. Tak, kliknęłam, bo większość moich zakupów robię przez internet i tak oto trafił do mnie kolor nie do końca stapiający się z moją karnacją.
Miał to być w założeniu podkład na miesiące chłodniejsze, kiedy nie jestem opalona i jako tako mogłabym poradzić sobie z tym, że jest i tak odrobinę za jasny. Wiadomo, naniesienie brązera trochę tu i tam i sprawa załatwiona. Problem polega natomiast na tym, że kolor Y315 choć ciepło beżowy, ma za mało tonów żółtych i na mojej twarzy wybija się ciut różowawo-świnkowo, co niestety powoduje widoczne moim zdaniem odcięcie od szyi. Być może tragedii nie ma, ale mnie to przeszkadza. Mam oczywiście świadomość, że wina leży w złym doborze koloru, czym sama niechcący się skrzywdziłam. Dziwi mnie tylko fakt, że podkład wybija ma mnie różowe tony, ponieważ kolory oznaczone literą Y są przeznaczone dla cer z żółtymi tonami, a kolory oznaczone literą R dla cer z tonami czerwonymi/różowymi. Tak podaje przynajmniej producent.



Podkład zapewnia porządne średnie krycie i w pierwszej fazie noszenia wygląda na twarzy bardzo ładnie. Wykończenie jakie nadaje skórze określiłabym jako satynowe. W związku z kremową formułą idealnie nadaje się dla cery suchej, również normalnej ale nie do końca widzę go u kogoś z cerą tłustą. Można go oczywiście przypudrować, ba! nawet należy gdyż inaczej szybko zacznie się z twarzy ścierać, ale zauważyłam, że nie z każdym pudrem podkład ten się lubi.
Początkowo zaaplikowany, stapia się z cerą dosyć dobrze, tworząc naturalny wygląd, ale niestety jest na skórze dziwnie wyczuwalny. W żaden sposób jej nie obciąża jednak zawsze kiedy go używam mam wrażenie, że coś na mojej twarzy ''siedzi''. Porów raczej nie podkreśla, co prawda zdarza się, że minimalnie w nie wchodzi, ale po wykończeniu całego makijażu już tego nie widać. Czasami dziwnie osiada na nosie i tutaj nie mam jakiegokolwiek pojęcia z czym może być to związane, ponieważ przy identycznych krokach w pielęgnacji i użyciu tych samych kosmetyków raz jest wszystko cacy, a innym już nie. Nie jest to czymś przeszkadzającym mi w tym pokładzie aż tak bardzo, myślę że ktoś mógłby tego nie zauważyć, mnie natomiast trochę doskwiera ten drobny mankament. I tak jak wspomniałam, podkład na początku dnia wygląda nieskazitelnie, ale wraz z upływającym czasem jest gorzej. Bywa, że po 4 godzinach, innym razem nieco ponad 5-ciu, tworzy się efekt ciastka, a jak wiadomo jest to nieciekawy rezultat, którego każda z nas stara się unikać. W miarę możliwości można nad tym zapanować, u mnie sprawdza się metoda na odciśnięcie wszystkiego warstwą chusteczki higienicznej lecz całość nie prezentuje się już tak ładnie jak w pierwszej fazie aplikacji podkładu. Z tego też powodu nie zaliczam podkładu Ultra HD Cover Stick do moich ulubionych. Z drugiej strony nie zamierzam twierdzić, że jest jakiś beznadziejny, bo to byłoby zbyt ostrym posunięciem. Jest to dla mnie podkład dobry, sprawdzający się na krótsze wyjścia, ponieważ wtedy mam większą kontrolę nad jego wyglądem.

Skład:

 
template design by designer blogs