Strona Główna

Urban Decay Naked Skin Weigthless Ultra Definition Liquid Foundation

poniedziałek, 12 czerwca 2017


Podkład od Urban Decay, którego pełna nazwa to Naked Skin Weightless Ultra Definition Liquid Foundation nie jest już dla mnie nowością, ponieważ miałam go w zeszłym roku, ale tak się złożyło że nie zdążyłam wtedy z recenzją (niestety nie był to jedyny kosmetyk jaki zaniedbałam). Bardzo się wtedy z nim polubiłam, dlatego też z chęcią ponownie do niego wróciłam. Jedyną różnicą pomiędzy tamtym, a obecnym jest odcień, wtedy był to 4.0 który świetnie sprawdził się w letnim okresie, teraz mam 3.0 Kolor wybrałam na początku wiosny, czyli przejściowym okresie gdy zaczynam łapać trochę słońca. Niestety 3.0 nie do końca sprawdził się pod względem kolorystycznym, tak jak było to w przypadku 4.0 - ślicznego, średnio opalonego, oliwko-żółtego odcienia, który idealnie stapiał się z moją karnacją. Obecny kolor to średni, żółtawy odcień z minimalnymi tonami pomarańczowymi, które nie wiem czemu na mojej skórze wybijają nie wiadomo skąd trochę różowy podton.


Napomknę szybko tylko o opakowaniu, które pomimo że wykonane jest z plastiku sprawia wrażenie szklanego tworzywa. Być może to mało istotna sprawa, ale są i tacy co na tego typu sprawy również zwracają uwagę. Wąska i smukła butelka wygląda bardzo schludnie, a dzięki temu że jest przezroczysta doskonale widać kolor oraz ilość podkładu jaka znajduje się w środku. Dołączona pompka działa standardowo i  bez zarzutu dozuje właściwą ilość produktu.
Zapach przypomina mi podkład jaki już raz miałam, ale nie potrafię go skojarzyć. W każdym razie to wyczuwalny, perfumowany aromat migdałów i drożdży, ale całkiem szybko się ulatnia tak więc dramatu nie ma.


Naked Skin jest podkładem o bardzo wodnistej, lejącej się konsystencji. Ma dosyć mokrą formułę i kremowe wykończenie, więc całkowicie nie zastyga, dlatego też wymaga przypudrowania. W innym wypadku zacznie migrować i zetrze się bardzo szybko. Przed każdym użyciem wymaga wstrząśnięcia, ale przy podkładach o tego typu konsystencji jest to raczej oczywiste.


Myślę, że nie będzie zaskoczeniem jeśli napiszę, że do aplikacji używam Beauty Blender'a. To moje ulubione narzędzie, które wykorzystuję niemal zawsze. Kilka razy próbowałam podkład nakładać palcami i efekt wcale nie był najgorszy, ale żeby uniknąć brzydkich smug musiałam na rozprowadzenie i późniejsze doklepanie poświęcić więcej czasu niż bym chciała, dlatego ta opcja nie bardzo mi podchodzi. Pędzlem z kolei tego podkładu nakładać nie lubię, ponieważ źle stapia się wtedy ze skórą i wchodzi w pory. Gąbeczka natomiast zapewnia mi równomierne rozłożenie produktu w kilka chwil i ładne połączenie ze skórą. Minus tej metody jest jeden, ze względu na wodnistą konsystencję gąbeczka chłonie więcej podkładu i jego zużycie jest szybsze, ale nie jest to jedyny fluid jaki mam więc aż tak bardzo nie jest go mi szkoda. Poza tym ma krótki termin ważności i mniej więcej z jego upływem zaczyna w buteleczce oksydować także czuję się rozgrzeszona ;)


Do pokrycia twarzy jedną warstwą potrzebuję mniej więcej 2-3 pompki (stosując oczywiście gąbeczkę). Podkład można z powodzeniem nawarstwiać, ale ja przy jednej osiągam zadowalające krycie, które wbrew pozorom wcale słabe nie jest. Pamiętam gdy po raz pierwszy zaaplikowałam Naked Skin i jakie było moje zdziwienie gdy okazało się, że ten płynny podkład zapewnia porządne średnie krycie. Na wspomniany temat słyszałam różne opinie, więc do końca nie wiedziałam czego oczekiwać, ale przyznaję że mnie ten poziom krycia bardzo odpowiada i na taki właśnie liczyłam. Kolor skóry zostaje dzięki niemu świetnie wyrównany, zaczerwienienia stają się zniwelowane, tak samo jak drobne niedoskonałości. Bardzo silne, ciemne przebarwienia niestety nadal przebijają i tutaj pomóc może tylko korektor, ale dla mnie krycie i tak jest imponujące, więc nie mam nic przeciwko. Podkład bez zarzutu stapia się ze skórą, i raczej nie podkreśla porów, choć bywają dni kiedy nieznacznie w nie wchodzi, wtedy jednak z pomocą przychodzi puder. Razem dają gwarancję jednolitej, gładkiej cery. 
Naked Skin na twarzy wygląda naturalnie i efekt ten utrzymuje się przez większą część dnia. Drobne poprawki są nieuniknione, ale jest to głównie odciśnięcie sebum, czy przypudrowanie strefy ''T''.
Na mojej suchej skórze, z właściwie przygotowaną bazą zapewnia mi dyskretny, rozświetlający efekt przy jednoczesnym satynowym wykończeniu. Lubię go i pomimo, że obecny kolor nie do końca wkomponował się w moją karnację to myślę, że do odcienia 4.0 powrócę jeszcze nie raz.

w świetle lampy błyskowej
pielęgnacja                                       z podkładem Naked Skin                                   pełny makijaż
w sztucznym świetle lampy
pielęgnacja                                                podkład Naked Skin                                           pełny makijaż 
w świetle słonecznym
   pielęgnacja                                                   podkład Naked Skin                                     pełny makijaż    
Pojemność: 30 ml
Termin ważności: 6 miesięcy

Skład:

10 komentarzy:

  1. Super wygląda. Muszę go przetestować, bo szukam podobnego krycia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odcień 4.0 wkomponowywał się jeszcze lepiej i efekt końcowy był znacznie lepszy ;) Ale i tak jestem bardzo zadowolona z tego podkładu.
      Mam nadzieję, że przypadnie Ci do gustu :)

      Usuń
  2. Na twarzy wygląda świetnie. Myślałam, że odcień będzie bardzo ciemny ale po rozprowadzeniu widzę, że również dla mnie byłby w sam raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja twarz jest zawsze dużo jaśniejsza od reszty ciała, nawet latem, na wakacjach nigdy nie opala się na tyle, żeby koloryt wyrównał się na całości. Z tego powodu w wiosenno-letnim okresie niepomalowana wyglądam trochę ''dziwnie'', bo ogólnie do bladziochów nie należę. Dla mnie 3.0 nieźle sprawdza się na wiosnę, kiedy złapię pierwsze promienie słońca ;)

      Usuń
  3. Mam go i nie mogę się doczekać kiedy go wypróbuję ale muszę wykończyć kilka które otworzyłam czyli Synchro od Shiseido, Clinique Even better i Cushion od Lancome :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na chwilę obecną mam pootwieranych za dużo podkładów, co wcześniej mi się nie zdarzało. Moja potrzeba testowania tych nowych w ostatnich miesiącach wzięła niestety górę ;)

      Usuń
  4. Rzadko się wraca po kolejny ten sam podkład więc musiał przypaść Ci do gustu szczególnie :) Muszę kiedyś go kupić i spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chciałam napisać kilka słów od siebie na temat tego podkładu, głównie ze względu, że w zeszłym roku nie udało mi się tego zrealizować. A podkład okazał się naprawdę fajny, więc z przyjemnością do niego powróciłam. Jedynie bardziej zadowolona byłam z odcienia 4.0, bo 3.0 nie do końca stapia się z moją karnacją ;)

      Usuń
  5. Świetnie się prezentuje na twarzy. Rzeczywiście kryje bardzo przyzwoicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że kiedy sięgnęłam po niego po raz pierwszy spodziewałam się dosyć słabego krycia, a tutaj taka niespodzianka. Podoba mi się ten efekt, bo wiele niedoskonałości jest zakrytych, a twarz wygląda przy tym naturalnie ;)

      Usuń

Serdecznie dziękuję Ci za komentarz.
Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie ponownie.
Zaglądnij również na wobiektywiealeksandry.blogspot.com

 
template design by designer blogs