Strona Główna

Naked Skin Color Correcting Fluid Urban Decay

wtorek, 20 czerwca 2017


Kilka miesięcy temu postanowiłam bardziej zgłębić temat korekcji kolorem, tym bardziej, że już raz robiłam podejście do tego tematu, niestety z marnymi skutkami. Na pierwszy ogień wzięłam kolor zielony, który ma za zadanie kamuflować zaczerwienienia, wypryski i popękane naczynia krwionośne. Zdecydowałam się na korektor z Urban Decay, Naked Skin Color Correcting Fluid w odcieniu GREEN, ponieważ doszłam do wniosku, że jego kremowa formuła, która jest identyczna jak w ich tradycyjnym korektorze, sprawdzi się najlepiej. Zależało mi głównie na ładnym wtopieniu się w skórę, przy jednoczesnym zachowaniu nawilżenia. 


Producent podaje informację, że jeśli chcemy zneutralizować ogólne zaczerwienienia  to należy  korektor zmieszać z bazą pod makijaż. Oczywiście można także stosować go samodzielnie, ale najważniejsze w tego typu produktach jest używanie ich przed aplikacją korektora i podkładu. Ma to na celu zakrycie przebijającego odcienia, który zastosowany przy makijażu twarzy na samym końcu, choćby nie wiem co, mniej bądź bardziej, ale widoczny będzie. Ważne jest również żeby nie przesadzać z ilością, ponieważ im mniej go użyjemy tym uzyskany efekt będzie bardziej satysfakcjonujący.


Color Correcting Fluid za sprawą przyjemnie kremowej konsystencji świetnie spaja się ze skórą. Zastyga w dosyć krótkim czasie więc nie ma obawy, że będzie rolował się czy zbierał. Jest wyjątkowo lekki dlatego też późniejsze użycie korektora i podkładu nie spowoduje zciastkowania się tych produktów w wybranym miejscu.
Do aplikacji najwygodniej używa się pędzelka oraz gąbeczki, jednak najlepszy efekt roztarcia zapewniają mi palce. Ciepło opuszków sprawia, że fluid bardzo ładnie harmonizuje się ze skórą i tworzy niewidoczne przejścia. Zapewnia matowe wykończenie, ale w słonecznym świetle można dotrzeć malusieńkie drobinki, których jak mniemam zadaniem jest poprzez odbijanie światła optyczna redukcja niedoskonałości.
Korektor posiada również średnio wyczuwalny, sztuczny zapach, który ulatnia się w miarę szybko, ale dla wrażliwców może produkt ten dyskwalifikować.



Odcień, który posiadam czyli Green moim zdaniem wcale w użytkowaniu łatwy nie jest. Otóż bardzo często z zielonym korektorem jest jeden problem- kolor ten lubi przebijać pomimo warstw makijażu. Miałam tak w przeszłości, dlatego też wbrew powszechnym stwierdzeniom, że korekcja kolorem pomaga w ukryciu wielu problemów, zwykłemu laikowi może przysporzyć więcej problemów niż dobrego. Nie inaczej jest w przypadku produktu Urban Decay, ponieważ on także nieodpowiednio zastosowany może okazać się naszym wrogiem. Aby uzyskać zamierzony cel czyli zneutralizować zaczerwienienia to kluczem do tego jest użycie jak najmniejszej ilości oraz dokładne roztarcie. Niby kwestia oczywista, jednak przy wykonywaniu makijażu w pośpiechu łatwo można ten punkt zaniedbać. Z tego względu jeśli chcemy bawić się w korekcję kolorem uważam, że trzeba zarezerwować trochę dodatkowego czasu, żeby osiągnąć właściwy efekt, a nie skończyć z ziemistymi plackami, bo takie można przy zielonym korektorze otrzymać.
Czy warto zatem zawracać sobie głowę tym produktem? Otóż niekoniecznie. Co prawda zapewnia subtelny rezultat korekcji zaczerwienionych miejsc na skórze, czy też ciemnych/czerwonych blizn po pryszczach, ale w przypadku tych drugich nie gwarantuje, że będą niewidoczne całkowicie. Sam korektor ma świetną formułę i korzysta się z niego bardzo łatwo, ale jeśli ktoś lubi na makijaż poświęcać jak najmniejszą ilość czasu to nie powinien zawracać sobie nim głowy. Przyznam się, że częściej stosowałam go zaraz po zakupie, bo byłam ciekawa rezultatów, ale z upływem czasu zwyczajnie zaczęłam zapominać o jego istnieniu. 

Pojemność: 6.2g
Termin ważności: 12 miesięcy

Skład:

2 komentarze:

  1. Mam ten korektor w tradycyjnym odcieniu i całkiem nieźle sprawdza się stosowany pod oczy lub na przebarwienia. Na zielony raczej bym się nie skusiła. Do tej pory używałam jedynie mineralnego z Lily Lolo z którego byłam bardzo zadowolona, bo dobrze niwelował zaczerwienienia. Jednak z czasem też poszedł w odstawkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kosmetykach Lily Lolo słyszałam wiele dobrego, ale tak się składa że nigdy nic z tej firmy nie miałam. Po średnich doświadczeniach z BareMinerals moje zainteresowanie produktami mineralnymi bardzo zmalało, ale może kiedyś sytuacja ulegnie zmianie.
      Tradycyjny korektor Naked Skin bardzo lubię, głównie stosuję pod oczy i na powieki, a z tych kolorowych ciekawi mnie jeszcze żółty, chociaż sama nie wiem czy zawracać sobie nim głowę :)

      Usuń

Serdecznie dziękuję Ci za komentarz.
Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie ponownie.
Zaglądnij również na wobiektywiealeksandry.blogspot.com

 
template design by designer blogs