Strona Główna

KIKO Water Eyeshadow

środa, 17 maja 2017


Nieprzemyślane zakupy najczęściej kończą się dla mnie sporym rozczarowaniem. Bywają oczywiście wyjątkowe sytuacje kiedy taki spontan jest rzeczą dobrą ale nie tak było w przypadku zetknięcia się z Water Eyeshadow od KIKO. Zachwycona ich cieniami w sztyfcie ( Long Lasting Stick Eyeshadow>>>recenzja<<<) ślepo podjęłam się zakupu dwóch kolorów Water Eyeshadow, które okazały się być nie do końca powalającymi na kolana kosmetykami.


Wachlarz kolorów wynosi 32 odcienie, więc z powodzeniem każdy znajdzie coś dla siebie. Ja postawiłam na 202 Golden Mauve i 212 Emerald Green202 Golden Mauve jest połączeniem fiołkowego zgaszonego fioletu i szarego różu, w którym zatopione są złotawe drobinki. 212 Emerald Green jest z kolei mieszanką turkusowo-szmaragdową, takim niebieskozielonym połączeniem, choć znaczną przewagę ma odcień niebieski. Tutaj także występują drobinki, ale nieco chłodniejsze, bardziej srebrne.


Cienie zamknięte w czarnych plastikowych opakowaniach, które zamykają się sprawnie i szczelnie wyposażone są w lusterko, które lubi być zamglone, dlatego też dla mnie przy wykonywaniu makijażu oka nie bardzo jest pomocne. Dla atrakcyjniejszego wyglądu posiadają fantazyjne tłoczenie, co oczywiście działa na ich korzyść.
Cienie prześlicznie wypadają zarówno w opakowaniu jak również ''zesłoczowane'' na dłoni, niestety na powiece efekt już tak nie zachwyca. Charakteryzują się tym że można aplikować je zarówno na sucho jak i na mokro. Dzięki drugiej metodzie kolory są oczywiście intensywniejsze, wyrazistsze i mają bardziej metaliczny wygląd. 
Problemem tutaj jest formuła, według mnie odrobinę zbyt sucha, przez co cienie są ciut kredowe i trudne w aplikacji. Bardzo opornie nanoszą się na pędzelek ( bez względu na jego kształt i rodzaj włosia) i niestety lubią się mocno pylić. Nawet jeśli w trakcie aplikacji ladnie rozmieszczą się na powiece, to w momencie rozcierania granic zawarte drobinki chcąc nie chcąc będą migrować na miejsca gdzie raczej nie powinny. Sprawa lepiej ma się przy aplikacji na mokro, ponieważ pylenia i osypywania raczej nie doświadczymy, ale z kolei cienie lubią się wtedy rolować i zwykle po ok 3 godzinach zbierają się w załamaniu powieki (czego zazwyczaj nie doświadczam). 
Skoro jednak korzystanie z pędzli nie do końca się sprawdziło przeszłam do nakładania cieni przy pomocy palców i ta metoda okazała się najskuteczniejsza, bo pozwala na uniknięcie wszystkich problemów jakie powodują pędzle. Niestety coś za coś. Palce bowiem pomagają skuteczniej zaaplikować cienie, ale bez pomocy dodatkowych narzędzi ciężej je rozetrzeć. Dlatego też choć są to produkty pięknie wyglądające, to aby uzyskać właściwy rezultat należy poświęcić im więcej czasu, a ja nie zawsze mam na to czas i ochotę. W konsekwencji odcienia 212 pozbyłam się już dawno temu, bo mam coś podobnego z Makeup Geek i sprawdza mi się o wiele lepiej, a 202 potraktowałam ulgowo, ponieważ nie mam nic zbliżonego. Więcej kolorów natomiast nie planuję- uważam że nie warto.








4 komentarze:

  1. uff, dobrze, że mnie do marki nie ciągnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do tej pory, z wszystkich rzeczy jakie próbowałam (tak się składa, że są to same produkty do oczu) jestem bardzo zadowolona. Jedynie te dwa gagatki są pierwszym zawodem, ale nie ma chyba firmy która mogłaby poszczycić się samymi hitami, jak wszędzie są lepsze i gorsze produkty :)

      Usuń
  2. Pięknotki! Szczególnie ten 202 <3
    Szkoda tylko, że takie problemowe. Lubię mieć opcję wyboru aplikacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 202 na tyle mnie ujął, że postanowiłam pomimo kłopotliwego stosowania zatrzymać go na dłużej. Niestety nie zawsze mam czas na zabawe makijażem dlatego nie często go używam, ale co tam ;)

      Usuń

Serdecznie dziękuję Ci za komentarz.
Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie ponownie.
Zaglądnij również na wobiektywiealeksandry.blogspot.com

 
template design by designer blogs