Strona Główna

Mario Badescu, Cellufirm Drops

czwartek, 10 marca 2016


Każdego ranka przed nałożeniem na twarz kremu, lubię zaaplikować jakiś dodatkowy produkt pielęgnacyjny. Ze względu na posiadanie cery suchej najczęściej wybieram te wzbogacone o kwas hialuronowy, ponieważ dodatkowego nawilżenia nigdy za wiele. Mam nawet kilka sprawdzonych kosmetyków do których regularnie powracam, ale co jakiś czas chętnie zaopatrzam się w nowości. I tak po zużyciu kolejnego opakowania Hydraluron z Indeed Labs dla odmiany zapragnęłam czegoś niewypróbowanego. Padło na produkt, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam, jednak jego skład wydał mi się bardzo obiecujący (chociaż ekspertem w tej kwestii nie śmie się nazwać).

Gawędzić będę o serum Cellufirm Drops, Mario Badescu, które zamknięte w malutkiej buteleczce wygląda bardzo niepozornie, jednak przynosi mojej skórze sporo korzyści. Ma postać lekkiej emulsji, jakby mleczka do twarzy koloru jasno seledynowego, ale w żadnym wypadku skóry nie barwi. Dzięki wodnistej konsystencji z łatwością rozprowadza się po twarzy i w mgnieniu oka zostaje wchłonięte przez moją skórę. Nie pozostawia na niej żadnej widocznej warstwy ani jej nie natłuszcza, wygląda to tak, jakbym niczego nie zaaplikowała, ponieważ cera pozostaje matowa. Różnicę czuć za to w dotyku, skóra jest wtedy przyjemnie zmiękczona. Sądzę, że odpowiadają za to aktywne składniki jakimi są kolagen, utrzymujący nawilżenie kwas hialuronowy, przeciwutleniacz w postaci witaminy E i bogaty w minerały ekstrakt z wodorostów. Mojej skórze obecność tych elementów zdecydowanie odpowiada.


Samo serum dedykowane jest cerze suchej, mieszanej i wrażliwej. Producent zaleca stosować je w ilości od 4 do 5 kropli na twarz i szyję po oczyszczeniu skóry, tuż przed nałożeniem właściwego kremu. Dla mnie te krople  nie zawsze wydają się identycznej wielkości, dlatego nauczyłam się wyciskać serum ot tak- na oko. Z ilością raczej nie przesadzam, ale będąc szczerą nie da się zastosować zbyt dużej dawki, zwłaszcza że jak wcześniej wspomniałam wchłania się ono bez pozostawiania widocznej warstwy. Przekonałam się także, że bez obaw mogę aplikować je w okolice oczu, nie martwiąc się o podrażnienia tej delikatnej strefy twarzy.

Serum można stosować dwa razy dziennie, ale ja korzystam z jego dobrodziejstw tylko rano, chociaż zdarza się, że okazjonalnie przemycam je do wieczornej pielęgnacji. Stwierdzić mogę, że jest bardzo dobrym produktem wspomagającym nawilżenie skóry na długi czas. Wydaje mi się, że krem który używam po nałożeniu serum, wchłania się o wiele lepiej, a sam makijaż trwa na mojej facjacie w dużo lepszym stanie. Nie jest to produkt, który diametralnie zmienia wygląd mojej skóry, ale na pewno przynosi sporo korzyści. Wad nie widzę w nim żadnych, dlatego z ogromną przyjemnością wkradł się do grona moich ulubionych produktów zawierających kwas hialuronowy.



Pojemność: 29ml
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia

Skład:

HD Brows, Eye Opener, cielista kredka 001 natural

czwartek, 3 marca 2016


Pozostając w temacie kredek do oczu, ( gdyż poprzedni post był na temat ciemnej kredki Zoeva, którą uwielbiam), postanowiłam wydać osąd odnośnie zupełnie innej, zarówno pod względem odcienia jak i formuły, kredki HD Brows, Eye Opener w kolorze 001 naural. Wydawać mogłoby się, że wybór odpowiedniej kredki w cielistym odcieniu nie jest niczym trudnym, jednak osobiście na przestrzeni kilku ostatnich lat ( czyli tych od kiedy zaczęłam się malować ;) doszłam do wniosku, że nie każdy beżowy kolor mi pasuje, nie wspominając już o rodzajach miękkości danych egzemplarzy. Kredkę Eye Opener wybrałam, ponieważ była w promocji i miałam przeczucie, że to może będzie potencjalny hit. Co mną kierowało sama nie wiem, skłaniam się ku przekonującym opiniom osób z niej zadowolonych ( jak zawsze zresztą).


Kolor kredki 001 natural jest cielisty-beżowo-morelowy(?), średniego odcienia i przy mojej karnacji sprawdza się dosyć dobrze. Niestety nie jestem z niego w pełni zadowolona, ponieważ odpowiadałoby mi nieco jaśniejsze zabarwienie, które znacznie bardziej otwierałoby oko. Ta kredka zaaplikowana na linię wodną nie robi jakiejś ogromnej różnicy, ale po kolei. Moja linia wodna czasami jest bardziej zaczerwieniona, co sprawia wrażenie jakbym była przemęczona czy chora i w dni kiedy pomaluję oko, linia wodna wręcz prosi się o coś dodatkowego. Ten niezręczny efekt neutralizuje użycie właśnie cielistej kredki. Problem polega na tym, że Eye Opener nie robi tego w efektowny sposób. W jakimś stopniu jest lepiej, moje spojrzenie przestaje wyglądać na chore, lecz nie ma w tym nic spektakularnego. O wiele korzystniej kredka prezentuje się kiedy mam lepszy dzień, bez widocznych obrzęków. W rezultacie oko zostaje subtelnie powiększone, niemniej jednak zależy mi na bardziej widocznym efekcie.
Przypuszczalnym problemem jest tutaj średnia, stosunkowo przeciętna pigmentacja oraz sama struktura kredki. Dla mnie, zwolenniczki eyelinerów miękkich, najlepiej posiadających żelową formułę, kredka Eye Opener jest za sucha i zbyt twarda. Przymknęłabym na ten fakt oko, gdyby tylko pigment był na tyle intensywny, że w trakcie aplikacji kolor wtapiałby się w skórę. Pomimo wszelkich chęci, muszę kilka razy przejechać kredką na linii wodnej, zanim uzyskam widoczne i przyzwoite krycie. Tym samym nie jest ona kosmetykiem, którym pracuje się najwygodniej, ponieważ poprzez nieco tępawą formułę może wrażliwców podrażniać, mnie chociażby irytuje kiedy jest świeżo zaostrzona, dlatego nauczyłam się, że lepiej nie temperować jej do ostrego szpica. Zaobserwowałam także, ponieważ nie sposób tego przeoczyć, że po kilku godzinach (zwykle 4) kredka zaczyna ześlizgiwać się z linii wodnej i częściowo migruje w wewnętrzny kącik oka. Wiadomo, że trzeba to zebrać, bo chyba nikt nie lubi kiedy coś zbiera się w tej części oka i niestety poprawki (a przynajmniej jedna) są wskazane. Wodoodporna zatem, to ta kredka dla mnie nie jest :(

Podsumowanie:
Aplikacja: 7/10
Trwałość: 6/10
Wydajność: 7/10
Opakowanie: 10/10

Ogółem: 6.5/10

Kredka HD Brows Eye Opener w odcieniu 001 natural okazała się typowym przeciętniakiem i nie wyróżnia się niczym specjalnym na tle pozostałych cielistych kredek jakie posiadałam. Jej kolor do zupełnie uniwersalnych nie należy, dlatego nie każdy się w nim odnajdzie. Według mnie jest za słabo napigmentowana i posiada nazbyt suchą formułę. Zaaplikowana na linii wodnej daje dyskretny efekt, który w żadnym wypadku nie jest brzydki, ponieważ wygląda to naturalnie, jednak ja czasami mam potrzebę na mocniejsze, wyrazistsze, optyczne otwarcie oka, a tego tą kredką nie da się uzyskać.


Skład:

Zoeva, Graphic Eyes, Rock'N'Roll Bride

środa, 2 marca 2016


Marka Zoeva zyskała ogromną popularność za sprawą dobrej jakości pędzli, równie szybko serca kobiet podbiły ich palety cieni do powiek. Ale firma ma w zanadrzu jeszcze inne produkty, które mimo że mniej sławne, wcale nie odbiegają jakością od tych bardziej rozchwytywanych. Moim zdaniem na uwagę zasługują chociażby kredki do oczu z serii Graphic Eyes. które dostępne są w 11 odcieniach, Ja posiadam kolor o nazwie Rock' N' Roll Bride. Jest on ciemnym brązem w którym zatopione są bordowe drobinki brokatu, co przekłada się na interesujący efekt. Fajnie sprawdza się przy różnych wariantach makijażowych szczególnie tych neutralno-brązowych jak również fioletowych czy bordowych smoky. Wprawdzie byłam przekonana, że zamawiam zwykły brązowy eyeliner, bo na taki miałam akurat ochotę, to rzeczywisty kolor zupełnie mi nie przeszkadza. Polubiłam go wręcz już po pierwszym użyciu. Przy wyborze kierowałam się natomiast nie tyle konkretnym odcieniem co właściwościami, zależało mi bowiem na dobrym, wodoodpornym produkcie, którego dobrodziejstwa przełożą się na rzeczywistość. Nie raz miałam styczność z naprawdę nieźle zapowiadającym się eyelinerem, ale w praktyce znikał z linii wodnej lub brzydko się na niej rozmywał. W przypadku kredki Zoeva nic takiego nie ma miejsca. Jest to świetny kosmetyk, który trzyma się na linii wodnej do momentu zmycia makijażu. Do rysowania tradycyjnych kresek sprawdza się równie dobrze, ja jednak takowych nie robię ( chyba, że od wielkiego dzwonu), ponieważ mam opadające powieki i nie wygląda to u mnie za ładnie. Powracając do tematu linii wodnej, eyeliner jest na tej części oka nie do zdarcia. Najbardziej uwielbiam go za to, że kiedy chcę użyć go tylko na górnej linii wodnej, to nie odbija się na dolnej, co wiele wcześniejszych robiło.



Trwałość kredki jest dla mnie powalająca. Do tego stopnia, że w trakcie demakijażu muszę z uwagą przemywać oczy, ponieważ resztki kredki lubią gdzieniegdzie pozostawać (szczególnie wspomniane drobinki są stosunkowo oporne na zmycie). Oprócz pozytywnych właściwości wodoodpornych, lubię ją również za przyjemną z lekka żelową formułę. Jest zadziwiająco miękka i wręcz topi się w kontakcie ze skórą. Może to mieć dla niektórych pewne minusy, bowiem ciężko zachować w niej kształt z ostrą końcówką, dlatego jeśli ktoś na przykład lubi wyraźne, idealne wręcz kreski przypuszczam, że do wyrysowania ich wspomóc musi się pędzelkiem. Mnie natomiast jej kremowa formuła bardzo odpowiada dlatego z łatwością i przyjemnością używam na linii wodnej. Przed pierwszym temperowaniem byłam przekonana, że będę miała problem, pamiętam, jak beznadziejnie ostrzyła się miękka kredka ze Stila, ale tutaj wszytko przebiegło sprawnie. Smuteczek wiąże się tylko z tym jak kredka robi się coraz krótsza po każdym struganiu, ale taka już kolej rzeczy :) 

Podsumowując
Aplikacja:10/10
Trwałość:10/10
Wydajność: 8/10
Opakowanie: 10/10

Ogółem: 10/10
Wodoodporna kredka Zoeva Graphic Eyes w odcieniu Rock' N' Roll Bride jest wzorowo spisującym się kosmetykiem na linii wodnej, Posiada intensywny kolor, który jest ciekawą alternatywą dla tradycyjnej czerni. Jej miękka formuła ułatwia aplikację, może być także bazą dla innych cieni. 



Skład:
 
template design by designer blogs