Strona Główna

pierwsze spotkanie z GlamSHADOWS

wtorek, 1 listopada 2016


Do cieni GlamSHADOWS początkowo podchodziłam z pewną dozą powątpiewania, ponieważ pierwsze opinie jakie pojawiały się w internecie były mocno krytyczne. Wolałam sobie poczekać, wszak na ilość cieni do powiek nie narzekam (choć wbrew pozorom wcale nie wylewają mi się z szuflady ;). Jednak gdy tak rozmyślałam czy warto inwestować w cienie Hani, Ta w między czasie wypuściła kolejną, drugą serię swoich perełek. Tym razem zadziałał mój chcieizm i nie namyślałam się zbyt długo. Ale żeby nie było, że napaliłam się jak szczerbaty na suchary, bo jednak nie wiedziałam czy cienie warte są zakupu, wybrałam tylko najciekawsze według mnie kolory. Po dwóch tygodniach oczekiwania dotarła do mnie paczka świeżutkich i pięknych produktów. Miałam to szczęście, że zamówiony przeze mnie odcień Pani Generał miał właściwą naklejkę, bo wiem, że były jakieś problemy w drukarni. 
A teraz moje przemyślenia. W zależności od wykończenia, cienie różnią się pod względem chociażby pigmentacji czy tego jak aplikują się na powiekach. Wśród kolorów jakie posiadam znajdują się trzy maty, dwa metaliczne/foliowe, jeden duochrom i dwie satyny, które trochę różnią się od siebie formułą. I tak zaczynając od matów to na swatche'ach być może nie prezentują się nadzwyczaj intensywnie, ale wcale nie oznacza, że giną przez to na powiekach. Otóż są to cienie, które podbijają swój kolor wraz z dokładaniem kolejnych warstw. Dzięki temu osoby początkujące z makijażem mogą bez obawy z tymi cieniami pracować, bo o zrobieniu sobie niechcianych plam nie ma mowy. Maty mają delikatną formułę, przez co rozcierają się bardzo łatwo, nie są aż tak masełkowe jak chociażby cienie Makeup Geek lecz nie uważam, że z tego względu są gorsze. Inne- to fakt, ale na swój sposób równie dobre i lubię z nimi pracować. W zależności od rodzaju pędzla, w kontakcie z włosiem zdarza się, że minimalnie pylą jednak wydaje mi się, że większość matów tak ma. 
Teraz cienie metaliczne/foliowe, które są rewelacyjne i świetnie prezentują się zarówno w opakowaniu jak na powiekach. Mają różniącą się od matów formułę, są zdecydowanie bardziej kremowe, miękkie, wręcz jakby mokre. Bez problemu aplikują się płaskim syntetycznym pędzlem języczkowym, ale należy uważać przy rozcieraniu ponieważ znajdujące się w nich drobinki potrafią odrobinę posypać się pod oczami. Nie jest to nic strasznie rzucającego się w oczy, gdy na przykład mamy bardziej rozświetlający makijaż twarzy, ale gdy komuś zależy na zupełnie matowej cerze to coś takiego może doskwierać. Polecam w takiej sytuacji aplikowanie cieni metalicznych palcem, ponieważ ma się wtedy większa kontrolę, a sam pigment jest jeszcze bardziej intensywny. Satyny z kolei są pod względem konsystencji znacznie bardziej podobne do cieni metalicznych, gdyż są bardziej aksamitne niż maty, ale na powiekach ukazują subtelny kolor, dlatego też świetnie prezentują się w codziennym makijażu. 
Uważam, że zakup cieni GlamSHADOWS był dobrą decyzją i każdy z ośmiu jakie posiadam bardzo lubię i cieszę się, że wszystkie dobrze komponują się z moją tęczówką. Gdy zależy mi na wzmocnieniu danego koloru to aplikuję go albo palcem lub dodatkowo na mokro, ponieważ efekt jest wtedy jeszcze bardziej intensywny. Ich pigmentacja jest na bardzo wysokim poziomie i z całą pewnością są warte swojej ceny. Podobają mi się także polskie nazwy, które są łatwe do zapamiętania. Sądzę, że pomysł ten był świetnym posunięciem.

góra: Musztardówka, Zimna Czekolada, Kakaowa Cegła
środek: Chiński Jedwab, Pani Generał, Pralina
dół:Złota Pistacja, Kleo


 

Opis kolorów:
Musztardówka - ta nazwa jest adekwatna do odcienia, jest to kolor zgaszonej, ciepłej żółci, który na powiekach można wykorzystywać na wiele sposobów. ma wykończenie matowe, odrobinę suchsze niż pozostałe dwa maty jakie posiadam, ale w żaden sposób nie przypomina kredowego cienia.
Zimna czekolada - chłodny odcień dosyć średniego rozbielonego brązu. Tego typu kolory często na mojej skórze wybijają fioletowe tony, ale nie ten cień. Jego czysta forma idealnie przenosi się na powieki i idealnie współgra z moją tęczówką. Ten cień bardzo dobrze sprawdza się do zaznaczania załamania lub jako kolor przejściowy. Ma wykończenie matowe.
Kakaowa cegła - to ceglasty odcień pomarańczowego brązu, który ma matowe wykończenie, doskonale nadaje się do ciepłych, jesiennych makijaży. 
Złota pistacja - przepiękny złocisto-oliwkowy kolor, który subtelnie prezentuje się na powiekach, a jednocześnie jest świetnym dopełnieniem makijażu. Ma wykończenie połyskująco-satynowe i bardzo miękką, łatwo rozprowadzającą się formułę.
Chiński jedwab - połyskujący, lekko metaliczny duochrome który przecudnie opalizuje na złoto-lawendowo. Ze względu na łagodny odcień fioletu jest cieniem dosyć chłodnym ale złote tony doskonale balansują całość. 
Pani generał - jest to kolor będący połączeniem kilku odcieni co sprawia, że jest niezwykle interesujący, a jednocześnie trudny w opisaniu. Moim zdaniem jest to jakby odcień taupe z którego przebija mieszanka złoto-srebrnego blasku. Ma metaliczne, wręcz foliowe wykończenie.
Pralina - kolejny zachwycający kolor będący ciepłym odcieniem antycznego złota połączonego z brązem. Jego wykończenie jest metaliczne/foliowe, ale odrobinę różni się konsystencją od Pani Generał. Pralina jest równie masełkowa i mokra, ale nieco grubiej zmielona, dlatego też w trakcie rozcierania można wyczuć znajdujące się w niej drobinki, które przy aplikacji pędzlem potrafią się minimalnie osypać. Dla większej kontroli warto zatem posłużyć się palcem.
Kleo - cień który także nie jest do końca oczywisty, Wygląda na chłodny odcień, a tak naprawdę po roztarciu wydobywa się z niego ciepły, złotawy kolor z domieszką oliwkowego tonu. Zawiera także mnóstwo widocznych drobinek. Posiada satynowe wykończenie ,a sama formuła nieco różni się od pozostałych cieni GlamSHADOWS  jakie posiadam. Kleo jest miękki, ale jednocześnie suchy, dlatego zawarte w nim drobinki bardzo lubią się osypywać i z.tego względu najlepiej aplikować go na mokro.



po lewej, od góry:  Złota Pistacja, Kakaowa Cegła, Zimna Czekolada, Musztardówka
po prawej, od góry: Chiński Jedwab, Pralina, Pani Generał, Kleo

16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię wszystkie, szczególnie te połyskujące, ponieważ na powiekach wyglądają prześlicznie ;)

      Usuń
  2. Dziękuję za posta:*

    Takie Twoje kolory:) Na mnie Złota pistacja wygląda trochę za żółto:( Do Chińskiego jedwabiu trochę jest podobny Kolorowy dym, który też jest lekko fioletowo-srebrny ale na innej bazie.

    Ogólnie wydaje mi się, że warto poznać te cienie. Niektóre głosy krytyczne trochę dla mnie chyba wynikają np. z niedopasowanej techniki nakładania tak jak to jest z tymi metalikami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmotywowałaś mnie :*
      U mnie z kolei Złota pistacja zaskakująco dobrze komponuje się z odcieniem skóry, co mnie bardzo cieszy. Ogólnie kolory, które mam wyjątkowo dobrze ze mną współgrają, a to chyba dlatego, że trafnie je wybrałam. Choć z drugiej strony moja skóra ma dziwnie ph i tak naprawdę nigdy do końca nie mam pewności jak kolorowe kosmetyki będą się z nią komponować.
      Popieram, że cienie są warte uwagi i doszłam do podobnego wniosku jak Ty, że krytyka w kierunku ich jakości wynika z nieumiejętnie dobranej techniki nakładania. Ja na przykład profesjonalną makijażystką nie jestem, ale z tymi cieniami nie mam wiekszych problemów. Sądzę, że metodą prób i błędów wszystkiego można się nauczyć :)

      Usuń
  3. Pralina robi największe wrażenie. Przyciągają najbardziej swoimi nazwami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pralinę bardzo lubię, jest prześliczna :) A nazwy cieni rzeczywiście zostały świetnie dobrane i dzięki temu bez problemu można je zapamiętać.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Ja będę teraz polować na Rabarbar, ponieważ bardzo ciekawi mnie jak wygląda na żywo. To chyba jeden z bardziej rozchwytywanych kolorów, bo zauważyłam że często jest niedostępny.

      Usuń
  5. na gwiazdkę planuje sobie kupić kilka odcieni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny prezent postanowiłaś sobie sprawić :) Obyś z wszystkich kolorów była równie zadowolona ;)

      Usuń
  6. Złota pistacja, Pralina i Chiński Jedwab - boskie kolory! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak, ta trójka jest prześliczna :)

      Usuń
  7. Piękne kolory mają te cienie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zastanawiam się nad Chińskim Jedwabiem i Panią Generał :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam obydwa :) Ostatnio Chiński Jedwab często gościł na moich powiekach. Nałożony solo odwala całą robotę.

      Usuń

Serdecznie dziękuję Ci za komentarz.
Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie ponownie.
Zaglądnij również na wobiektywiealeksandry.blogspot.com

 
template design by designer blogs