Strona Główna

Make Up For Ever | Full Cover Camouflage Cream

sobota, 5 listopada 2016


Full Cover Camouflage Cream z MUFE zakupiłam z myślą o zakrywaniu blizn i przebarwień potrądzikowych. Niestety tak się składa, że cera wciąż płata mi paskudne figle i co rusz serwuje niespodzianki, które pozostawiają po sobie tragiczne spustoszenie. Staram się jak tylko mogę aby temu przeciwdziałać, jednak łatwo nie jest. To, że raczej cery bez skazy mieć nie będę pogodziłam się już dawno, dlatego też chcąc nie chcąc ratować zmuszona jestem się wszelkimi dostępnymi środkami. Nie ukrywam - te szpecące ślady bardzo mi przeszkadzają i choć długo starałam się udawać, że nie jest tak źle i jakoś specjalnie ich nie maskowałam, tak wreszcie stwierdziłam, że mam już tego dość. Szukałam czegoś mocno kryjącego, co pozwoli ukryć prześwitujące przez podkład wiecznie znienawidzone blizny. O korektorze Full Cover powiedziano już chyba wszystko i pomimo, że słyszałam o nim już dawno, jakość niespecjalnie mnie interesował. Zdecydowałam się jednak na zakup, ponieważ w rankingach plasuje się wysoko pod względem krycia, a tego potrzebowałam. Problem pojawił się niestety gdy przyszło do wyboru odcienia, bo dokonywać go musiałam w ciemno. I pomimo iż zdjęć w internecie jest sporo to niestety nie udało mi się trafić właściwie.


Z pośród 12 dostępnych kolorów (na stronie Sephora.pl widziałam 8) wybrałam numer 5. Wydawał się jasno-średnim, dosyć żółtawym odcieniem dlatego stwierdziłam, że nada się idealnie. Dodatkowo czytałam, że Full Cover ciemnieje o nawet 2 tony, więc miałam również i to na uwadze. Numer 5 w rzeczywistości okazał się bardzo, ale to bardzo jaśniutkim kolorem, dla mnie dużo za jasnym, w związku z czym nie mogłam początkowo stosować go w celu jaki sobie założyłam. O dokupieniu drugiego odcienia nawet nie myślałam, ponieważ nie jest to produkt najtańszy i zwyczajnie szkoda było mi wydawać więcej pieniędzy. Zatem na początku był przeze mnie mało używany ale żeby nie spisywać go na straty testowałam go jako korektor pod oczy. W tej kwestii swojego ulubieńca posiadam od dawna, jest nim UD Naked Skin Concealer, ale mówią, że Full Cover rewelacyjnie kryje cienie pod oczami, dlatego pomyślałam co mi szkodzi spróbować.


 Wspomnieć muszę iż nie jest to według mnie najodpowiedniejszy produkt dla tak delikatnej części twarzy, gdyż prawdopodobieństwo zafundowania przesuszenia sobie okolic pod oczami jest spore. Szczególnie jeśli posiada się skórę suchą bądź też dojrzałą przy codziennym stosowaniu jest sporym ryzykiem. Full Cover jest bowiem korektorem silnie zastygającym, który ma działanie długotrwałe oraz matowe wykończenie. Jest świetnie napigmentowany dlatego też wystarczy naprawdę niewielka ilość aby pokryć wybrane miejsca. Wąski aplikator bardzo ułatwia dozowanie produktu, więc tutaj nie ma problemu, że wyciśnie się za dużo i dzięki temu nic się nie marnuje. Ma nieco tępawą formułę i zastyga w krótkim czasie więc lepiej szybko z nim pracować. Właściwie zastosowany potrafi zamaskować wszelkie niedoskonałości jak przebarwienia, blizny czy sińce. Do aplikacji najlepiej sprawdzają się palce, ponieważ ciepło skóry sprawia, że korektor świetnie się z nią stapia i wszystko wygląda bardzo naturalnie. Ale żeby osiągnąć taki rezultat trzeba umiejętnie korektor aplikować. Po pierwsze skóra musi być właściwie nawilżona, szczególnie sucha, w przeciwnym wypadku efekt rodzynka jest bardzo możliwy. Bez właściwej bazy niestety suchości zostaną podkreślone błyskawicznie, dlatego odżywczy krem koniecznie musi być. Ja lubię korektor delikatnie wklepywać opuszkami, bo w ten sposób mam największą kontrolę nad miejscami jakie chcę zamaskować. I choć pod oczami sprawdza się nawet dobrze to jednak nie ryzykuję stosowania go codziennie, ponieważ nie chcę za bardzo obciążać tej okolicy. Powiedzmy sobie szczerze nie jest to produkt lekki, z czasem może skórę wysuszać zatem od czasu do czasu po oczy go stosuję, ale na co dzień wolę lżejsze formuły. Dodam, że dobrze sprawdza się jako baza pod cienie. Moje powieki pokryte licznymi żyłkami  świetnie maskuje, ale stosowanie go wyłącznie w tym wypadku zupełnie mija się z celem, ponieważ jest to produkt szalenie wydajny, który nawet przy codziennym użyciu starcza na wieki.
Full Cover jest produktem dobrze maskującym silne przebarwienie, a sukcesem jest właściwie dobrany odcień. Ja niestety źle wytypowałam swój dlatego też, żeby w pełni korzystać z jego możliwości nakładam ten korektor na pomarańczowy kamuflaż i uzyskuję w ten sposób w miarę odpowiedni ton. Przyznam, że korekcja kolorem (color correction) jest dla mnie czymś nowym, ale powoli staram się to ogarniać. Bawię się też kolorem zielonym, ale o tym innym razem.
W każdym razie Full Cover jest naprawdę godny uwagi, ale przed zakupem należy porządnie zastanowić się, czy potrzeba nam aż tak silnego krycia, bo takie też produkt nam zapewnia. Jest ono także matowe i długotrwałe,a co za tym idzie wiąże się z przesuszaniem skóry. Dla osób borykających się ze skórkami raczej odradzam, ponieważ będą one jeszcze bardziej podkreślone. Jego cena może odstraszać ale należy wziąć pod uwagę, że jest niezwykle wydajny.

MUFE Full Cover nr 5

MUFE Full Cover nr 5

Pojemność: 15ml
Termin ważności: 12 miesięcy

Skład: 

12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa jakie będą Twoje wrażenia ;)

      Usuń
  2. Będę musiała kiedyś go wypróbować.
    Aktualnie mam korektor Smashbox i jest super, jednak wypływa przy zakręcaniu, mimo, że robię to ostrożnie... Właściwości kryjące ma świetne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że korektor Smashbox ma nie do końca sprawnie działające opakowanie, bo to jakby nie patrzeć jest denerwujące. Z drugiej strony dobrze, że sam produkt się sprawdza, ponieważ w jakimś stopniu rekompensuje to pozostałe wady.

      Usuń
  3. Wow! To kamuflaż z prawdziwego zdarzenia:).
    Szkoda, że nie trafiłaś z odcieniem:/.
    Nie zaryzykowałabym z używaniem go pod oczy, a widzę, że wiele dziewczyn stosuje go w tym celu na co dzień. Być może mają rację, że treściwy krem w połączeniu z tak mocno zastygającym korektorem będzie zapobiegał przesuszeniu, ale jednak nie do końca mnie to przekonuje.
    Pozdrawiam gorąco:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pod oczy nakładam go tylko okazjonalnie, bo wiem, że jeśli miałabym stosować go codziennie to niestety skończyłoby się to paskudnym przesuszeniem tejże okolicy. Nawet z kremem jest za silny, dlatego wolę aplikować go na twarzy z pomijaniem okolic oczu. Ale i tak zawsze bacznie obserwuję skórę, bo ten korektor po dłuższym stosowaniu lubi mi ją przesuszać. Takie uroki posiadania suchej skóry ;)
      Buziaki :*

      Usuń
  4. Ale petarda:) Nie bez powodu ma taką nazwę, choć raz producent nie kłamie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma moc! Ale trzeba go też rozważnie stosować i nie przesadzać z ilością, ponieważ źle nałożony może zrobić przesadną maskę ;) Tutaj liczy się umiar i jeszcze raz umiar :)

      Usuń
  5. Oooooooooo rany... faktycznie to petarda pod względem krycia - wpisuję go sobie na swoją listę bo właśnie czegoś tak mocnego wymagają moje przebarwienia :) Zostaję z Tobą na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli właściwie dobierzesz odcień stawiam, że będziesz zadowolona, jest to naprawdę silnie kryjący korektor. Ale plecam także korektor Urban Decay Naked Skin oraz NARS Radiant Creamy, są lżejsze a także świetnie kryją ;)

      Usuń

Serdecznie dziękuję Ci za komentarz.
Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie ponownie.
Zaglądnij również na wobiektywiealeksandry.blogspot.com

 
template design by designer blogs