Strona Główna

NYX Soft Matte Lip Cream Stockholm

wtorek, 18 października 2016


Matowe pomadki w płynnej formie zyskały tak ogromną sławę, że bez problemu można je obecnie nabyć prawie wszędzie, ponieważ wiele firm ma w swojej ofercie tego typu produkty. Nie ukrywam, że mnie ten trend bardzo się spodobał, ale matowe usta wolałam podziwiać u innych. Spowodowane było to nie tyle rozmiarem moich dosyć małych usteczek, co ich podatnością na pierzchnięcie, bo wiadomo że skoro pomadka jest zastygająca to raczej ze względu na długotrwałe działanie nie będzie raczej ust oszałamiająco nawilżać. Szkoda było mi zatem wydawać pieniądze na produkt, który być może okazałby się wrogiem dla tej części mojej twarzy. Jednak ciekawość wzięła górę i zdecydowałam, że na początek wypróbuję coś niedrogiego, a cieszącego się w miarę dobrymi opiniami. Wybór padł na serię Soft Matte Lip Cream z NYX. Odcieni w ofercie jest wiele, więc bez problemu mogłam sobie coś dobrać, tym razem stacjonarnie, ponieważ tu gdzie mieszkam NYX jest dostępny w Boots. Chciałam coś w miarę neutralnego, jasnego, wpadającego w różowy brąz. Odcień Stockholm wydał się odpowiedni, jednak oświetlenie w sklepie nieznacznie przekłamało kolor, który po powrocie do domu okazał się trochę inny. Ale liczyłam, że może się tak stać, wszak nie pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja,to że sklepowe światła zmieniają trochę kolory wiadomo nie od dziś.


Sam odcień Stockholm jest bardzo ładny, to zdecydowanie bezpieczny kolor, który idealnie nadaje się do codziennego użytku. Ja widzę w nim zgaszony, brudny róż, a na moich ustach wybija się jeszcze odrobina jakby ciemnej brzoskwini, ma on tony raczej neutralne i na pierwszy rzut oka stwarza wrażenie ślicznego koloru. Niestety ładnie wygląda jedynie na dłoni, gdyż po zaaplikowaniu na usta czar pryska. I nie jest to winą samego koloru tylko dziwnie zachowującej się konsystencji produktu. Pomadka ma dosyć skomplikowaną formułę, to jakby kremowy mus, który w trakcie nanoszenia na usta zachowuje się dziwnie i sam proces niestety należy do bardzo wkurzającego. Produkt niby ma fajnie lekką, trochę piankową postać i wydawałoby się, że będzie prostym do ogarnięcia. Zamiast szybkiej i przyjemnej aplikacji otrzymuję niestety proces przebiegający we frustracji, ponieważ ta dziwna konsystencja za nic nie chce rozprowadzić się równomiernie i precyzyjnie. W zamian mazia się paskudnie i tworzy brzydkie prześwity, a każda próba zaprzyjaźnienia się z tym produktem kończy się fiaskiem. Gdy aplikuję cienką warstwę, usta nie pokrywają się kolorem wystarczająco i wygląda to śmiesznie, z kolei jeśli próbuję dokładać odrobinę więcej to efekt jest jeszcze gorszy. Nie sposób rozprowadzić aplikatorem tej pomadki równomiernie, tworzą się wtedy smugi, a nadmiar zbiera się w środkowej części ust, co już zupełnie jest nieestetyczne. Bardzo trudno wypośrodkować mi właściwą dozę i bez pomocy palca nie mam co myśleć o tym, żeby to jakoś wyglądało. Proces zastygania również jest jakimś żartem. Trzeba czekać długo, bo pomadka ma opory przed zaschnięciem i w jego trakcie przekonałam się, że lepiej nie dociskać dolnej wargi do górnej, ponieważ wszystko się wtedy roluje. Kiedy jednak już zaschnie (choć nie jest to 100%) to niestety koszmarek trwa nadal, bowiem ten produkt z każdą upływającą minutą przesusza usta coraz bardziej i bardziej, by po około dwóch godzinach zrobić z nich wiór i dodatkowo nierównomiernie się zetrzeć. Ja czemuś tak kłopotliwemu szybko powiedziałam nie. Pomimo kilku usilnych prób wszystko przebiegało tak samo. Zarówno aplikacja jak i sam moment noszenia kończył się identycznymi odczuciami i efektem. Czy to z balsamem czy bez nic nie pomaga, więc doszłam do wniosku, że nie ma sensu się męczyć i dawać nowych szans czemuś co zwyczajnie się nie sprawdza. Moim zdaniem to jakieś nieporozumienie i choć początkowo myślałam, że na jednym kolorze się nie skończy tak w chwili obecnej nie zamierzam kontynuować  znajomości z tą serią płynnych pomadek. Jedyny plus jaki dostrzegam to przyjemny, słodkawy zapach (ciasteczek?), ale to niestety za mało żeby mnie przekonać. Być może płynne pomadki są nie dla mnie? Czas pokaże ;)

Jestem bardzo ciekawa czy tylko ja jedna mam taki problem z tą serią pomadek NYX, czy może to wina samego odcienia? Z ciekawością dowiem się również jakie Wy płynne pomadki polecacie i które są Waszymi ulubionymi?


Na zdjęciu aż tak nie widać jak pomadka nierówno się rozprowadza, ale w rzeczywistości wygląda to dużo gorzej, być  może jest ''fotogeniczna'' i stąd ten przekłamany efekt.
zdjęcie górne - 10 min po aplikacji
zdjęcie dolne - zaraz po aplikacji


Pojemność: 8ml
Termin ważności: 18 miesięcy

Skład:

7 komentarzy:

  1. Matowe pomadki czasem są bardzo zdradliwe, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolor mi się podoba, ale mi nie pasuje. Jednak to, co napisałaś o rozprowadzaniu też mnie zniechęca. Szkoda, że nie działa, jak trzeba...

    OdpowiedzUsuń
  3. koniecznie muszę wreszcie kupić sobie szminkę z nyxa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I love the NYX matte lip creams, but for me, stockholm is too yellowish.
    I'm prefering violet or pinkish shades.
    But on you, it looks quite matching!

    xoxo, Colli
    tobeyoutiful

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolor ma ciekawy aczkolwiek mi by nie pasował ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś przetestowałam w perfumerii tę matową pomadkę w płynie
    i mimo że kolor bardzo mi się podobał (jasny róż), to efekt był okropny. Zastygła w taki sposób, że uwydatniła każde załamanie na ustach i miałam wrażenie silnego przesuszenia:/. Tradycyjne matowe pomadki np. z Mac
    tego nie robią.
    Udanego weekendu:*

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo podoba mi sie ten kolor, ale niestety nigdy nie miałam nic z nyxa, może kiedyś to zmienię :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję Ci za komentarz.
Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie ponownie.
Zaglądnij również na wobiektywiealeksandry.blogspot.com

 
template design by designer blogs