Strona Główna

bareMinerals, Complexion Rescue Tinted Hydrating Gel Cream

sobota, 16 stycznia 2016


Kremy koloryzujące to rodzaj kosmetyków, które nieszczególnie pochłaniają moją uwagę, jednakże w ubiegłym roku zaintrygował mnie jeden przedstawiciel tego gatunku. Było to na przełomie wiosna/lato, okresie kiedy krem tonujący mógłby wydawać się najbardziej odpowiednim produktem, dlatego też nie namyślając długo, zdecydowałam się na Compexion Rescue Tinted Hydrating Gel Cream z bareMinerals. I choć do marki nie pałam ogromną miłością, to obietnice jakie składa producent wydały się niezwykle kuszące, wręcz dostosowane do mojej suchej cery. Szczególnie przekonało mnie zapewnienie o tym, że krem zapewnia ogromną dawkę nawilżenia i niweluje suche partie na skórze. Sam producent informuje, że krem ze względu na swoje ''mokre'' wykończenie nie jest polecany osobom z cerą mieszaną i tłustą (chyba, że posiada się typ lekko przetłuszczający, wtedy w duecie z pudrem można działać). a grupą docelową są osoby z cerą suchą, borykające się z trądzikiem oraz posiadające skórę wrażliwą.


Ilość odcieni nie jest najgorsza, bo spośród 10 zarówno posiadających tony ciepłe, neutralne jak i chłodne można coś dobrać, choć zakładam że nie każdy odnajdzie swój idealny kolor. Ja zdecydowałam się na Ginger 06, który według opisu nadaje się do średniej karnacji ze złotymi tonami. Ja jednak za wiele żółtego pigmentu w nim nie widzę, uważam że o wiele bardziej przebija z niego silny beż. W związku z tym nie jest to w 100% kolor pasujący do odcienia mojej skóry, ale nie odznacza się na tyle żebym musiała biadolić.


Konsystencja Complexion Rescue nie jest aż tak żelowa jak początkowo zakładałam, mnie bardziej kojarzy się z nawilżającym kremem, ale zważając iż nie ma typowej dla tego rodzaju formuły, określenie w nazwie żel-krem nie jest tutaj nadużyciem. Aplikacja należy do przyjemnej, ponieważ już na początku odczuwa się miłe chłodzenie z silną dawką nawilżenia. Sam produkt rozprowadza się na twarzy bez przeszkód, jednak nie należy się spieszyć, ponieważ niedbale roztarty stwarza ryzyko pozostawienia smug. Aby tego uniknąć warto również zwrócić uwagę na rodzaj narzędzi jakie zastosujemy do aplikacji. W moim przypadku pędzel sprawdza się najgorzej, dlatego po kilku próbach zrezygnowałam z jego pomocy. Źle roztarty produkt miałam za każdym razem, a nie ma nic bardziej wkurzającego niż niechciany efekt na buzi. Beauty Blender, którym uwielbiam aplikować wszelkie podkłady, sprawdza się w przypadku Complexion Rescue bardzo podobnie jak same palce. Nawet jeśli zdarza się , że powstanie jakaś niechciana smuga, można za pomocą tych dwóch środków szybko pozbyć się problemu. Jednak przewagą palców nad gąbeczką jest to, że przy użyciu ich nie marnuje się tyle produktu, bowiem BB chłonie owy krem obficie.
Ze względu na rodzaj konsystencji, krem wchłania się odrobinę dłużej, dlatego na wykończenie makijażu twarzy należy poświęcić kilka minut więcej. Efekt końcowy jest wtedy zdecydowanie ładniejszy, ponieważ dodatkowy czas pozwala kosmetykowi odpowiednio wtopić się w skórę, co wiąże się z naturalnym, promiennym wyglądem.
W związku z tym, że jest to krem koloryzujący nie należy oczekiwać silnego krycia. Rodzaj jakie otrzymujemy jest zdecydowanie kryciem lekkim i chociaż producent wspomina, że poprzez kolejne warstwy można wzmocnić je do średniego, ja się z tym nie zgadzam. Potęguje to jedynie mokre wykończenie, które z narastaniem warstw grozi rezultatem spoconej twarzy, a przecież nie o to chodzi.
Complexion Rescue próbowałam stosować na dwa sposoby, jako bazę wyrównującą kolor cery tuż przed nałożeniem podkładu oraz samodzielnie. Pierwsza metoda sprawdza się różnie i nie zawsze potrafię przewidzieć na ile będę z efektu zadowolona. Zwykle trwałość makijażu nie jest przy takim miksie zadowalająca i  w drugiej połowie dnia większość produktu z mojej twarzy znika. Natomiast zaaplikowany solo jest niezłą alternatywą dla delikatnego makijażu na szybko. Wymaga niestety przypudrowania, inaczej zaczyna migrować i szybko z twarzy się ściera. Wydawać mogłoby się, że ze względu na subtelne krycie jest to produkt w miarę lekki, ale mimo to czuję go na skórze. Jest to uczucie odrobinę dziwne, tak jakby do twarzy coś się przylepiło. Pomimo tego, najczęściej korzystałam z niego w cieplejszych okresach, ponieważ w jakiś dziwny sposób właśnie wtedy dogadywał się z moją skórą najlepiej.

Podsumowując
Krycie 3/10
Trwałość 5/10
Aplikacja 7/10
Opakowanie 9.5/10

Ogółem 6/10

Complexion Rescue to niezły krem tonujący, który subtelnie wyrównuje kolory skóry, nadając jej silnego blasku oraz nawilżenia, ale można z nim przesadzić i łatwo uzyskać efekt spoconej twarzy. Nadaje się dla cer silnie suchych. Minusem jest dla mnie zapach, którego nie potrafię dokładnie określić, ale mnie nie odpowiada. Nie jest intensywny więc tyle dobrego.



 Cena:26£
Pojemność: 35ml
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia

Skład:

6 komentarzy:

  1. Roztarty na dłoni pięknie wygląda :) Z konsystencji i efektu kojarzy mi się z Aquasublime z Galenic, który jest świetny, tyle że ma dostępne 2 kolory, z czego jasny i tak nijak nie jest jasny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Opakowanie to nie wszystko;) Szkoda

    OdpowiedzUsuń
  3. O wiesz, ze myslalam nad jego zakupem? ;) Ale w internecie nie bylo duzo recenzji... Ja mam cere normalna, wiec wydaje mi sie, ze sprawdzilby sie lepiej niz u Ciebie, choc powiem Ci, ze efektu nadmiernego swiecenia sie nie lubie ;(

    OdpowiedzUsuń
  4. Też nie przepadam za takimi kremami. W Twojej ocenie wypada bardzo średnio więc dobrze wiedzieć czym pachnie jego zakup :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawi mnie ta marka, ale niekoniecznie ten kosmetyk. Kolor chyba w ogóle by mi nie pasował.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziś przyglądałam mu się.
    Oj jutro będą zakupy.:D

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję Ci za komentarz.
Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie ponownie.
Zaglądnij również na wobiektywiealeksandry.blogspot.com

 
template design by designer blogs