Strona Główna

Urban Decay, Perversion Mascara

środa, 19 sierpnia 2015


Wiele razy podkreślałam, że poszukiwanie idealnego tuszu do rzęs nie jest moim priorytetem, ponieważ w tej kwestii jestem ogromnym sceptykiem i wolę trzymać się produktów sprawdzonych. Nie raz marzyłam o wysokopółkowych maskarach ale zawsze powstrzymywało mnie jedno, mianowicie obawa przed rozmazywaniem się, gdyż z jakiegoś niewytłumaczonego powodu te produkty lubią robić mi brzydką pandę.
Mascarę Perversion, Urban Decay kilka osób mi wręcz odradzało i przez jakiś czas nie zawracałam sobie nią głowy. Jednak gdzieś głęboko, zasiane ziarenko ciekawości kiełkowało i chęć wypróbowania tego tuszu narastała. Wreszcie uległam. W planach miałam jeszcze zakup bazy Subversion, która z tuszem ma tworzyć duet doskonały ale tą sobie darowałam.
Tusz do rzęs Perversion reklamowany jest jako produkt który powiększa objętość oraz wydłuża rzęsy, dzięki któremu nasze spojrzenie ma stać się tajemnicze i uwodzicielskie. Producent zapewnia o kremowej konsystencji  która nie jest ani zbyt mokra, ani zbyt sucha. W ten sposób na szczoteczce gotowej do aplikacji ma pozostawać optymalna ilość tuszu, która doskonale rozprowadzi się po każdej rzęsie. W rezultacie mają one być perfekcyjnie oddzielone, a ich kształt podkreślony, wszystko to bez grudek i kruszenia się.


Chybcikiem przejdę do opisu samego opakowania. (Mnie dużo bardziej zachwycił sam kartonik, ale to tylko takie drobne spostrzeżenie). Tusz został zamknięty w tubce koloru grafitowego, która na myśl przywodzi mi błysk foli aluminiowej. Opakowanie prezentuje się elegancko, nie jest krzykliwe, a napisy z upływem czasu pozostają na swoim miejscu.
Szczoteczka wykonana jest ze standardowego tworzywa, ma prosty kształt, który nieznacznie zwęża się ku końcowi. Nie jest potężna jak na przykład  niektóre szczoteczki Maybelline z serii Colossal, ale maleństwem też nie jest. Pokryta jest obfitą ilością włosków mających różną długość.


Perversion ma standardowy zapach tuszu do rzęs, aczkolwiek nie jest aż tak uderzający jak bywa to w przypadku marek innych produktów do oczu.
Tusz ma dokładnie taką konsystencję jak opisuje producent. Nawet w momencie pierwszego użycia była ona idealna, nie za mokra, więc konieczność ''leżakowania'' jest zbędna, a że suchy też nie jest to od samego początku nie ma problemu z malowaniem rzęs.


Czas na ogólne wrażenia. Może zacznę od tego czego oczekuję od dobrego tuszu do rzęs. A więc lubię gdy ma głęboki czarny kolor, beż sklejania pogrubia i wydłuża rzęsy, nie pozostawia grudek i trwa na swoim miejscu przez cały dzień. Czyli ma być prawie tuszem idealnym. A czy Perversion spełnia większość tych wymagań? Po pierwsze kolor. Tutaj jest taki jak lubię, czarny, nie matowi rzęs i rewelacyjnie je przyciemnia. Kremowa konsystencja rzeczywiście nie tworzy nieestetycznie wyglądających grudek, a szczoteczka pięknie rozdziela wszystkie rzęsy. Nawet przy kolejnych warstwach nie są one sklejone, chociaż ja zwykle zadowalam się tylko jedną. Prawda jest również taka, że nie potrafię tym tuszem zbudować dramatycznego efektu, bo naprawdę musiałabym się nieźle namachać aby takowy osiągnąć. Nie, że jestem leń, czy nie potrafię, ale zauważyłam, że  już w trakcie nakładania drugiej warstwy nic się nie zmienia i rzęsy nie chcą przyjmować większej ilości produktu. Efekt natomiast bardzo mnie zadowala, ponieważ spojrzenie nabiera wyrazistości, oko wydaje się powiększone, a przy moich opadających powiekach to również bardzo się liczy. Rzęsy są pięknie wydłużone, ale pogrubienie jest znikome. Z tuszu korzysta się w sposób swobodny, szczoteczka pozwala na sprawne manewry, natomiast sam produkt nie zasycha natychmiastowo, dlatego dla pewności kilka sekund lepiej odczekać. Nawiasem mówiąc wszystko byłoby cudownie i wręcz idealnie, gdyby nie jeden wcale nie tak drobny detal. Perversion lubi niefortunnie brzydko rozmazywać mi się pod oczami, tworząc to czego w tuszach nie akceptuję, czyli przysłowiową ''pandę''. Raz dzieje się tak już po 2 godzinach, w innych sytuacjach po 6. Faktem jest, że co drugie malowanie kończy się nie tak jak bym sobie tego życzyła. A szkoda, ponieważ bardzo lubię efekt jaki tusz nadaje moim rzęsom i uparcie nie zaprzestałam go używać. Warunek jest tylko jeden, stan pod oczami muszę często kontrolować, aby uniknąć wpadki. Wiem, jednak, że po zużyciu już do niego nie powrócę.

Jakie tusze do rzęs w tej chwili używacie? Czy w okresie letnim malujecie często oczy? 

 Rzęsy przed nałożeniem tuszu
(na poniższych zdjęciach na twarzy mam tylko puder, a brwi nie są wypełnione)
Efekt po (jedna warstwa):

Cena: 17£/22$/105zł
Pojemność: 12ml
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia

 Skład:

7 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci moja Droga, dobry tusz ładnie je podkreśla :)

      Usuń
  2. Pierwszy raz widzę ten produkt. Ale rzęsy to ty masz!!!!! Natura czy jakies kosmetyki?:)

    Buziaki!
    Zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy nastąpił u mnie problem z osłabionymi rzęsami zaczęłam wspomagać się odżywkami. Co jakiś czas robię od tych produktów przerwę, ale regularnie powracam, bo lubię mieć dzięki nim ładnie wychodowane rzęsy. Obecnie korzystam z Oceanic, Long 4 Lashes, a dawniej moim ulubieńcem była odżywka Rapidlash, jednak zmienili skład i nie działała już tak samo ;)

      Usuń
  3. Wczoraj dotarł do mnie kupon Sephory na miniaturkę tego tuszu. Trochę śmiechu warte, bo muszę najpierw wydać 230 zł na kosmetyki UD ;) Z zasady nie skorzystam, ale sam tusz mnie zaintrygował, więc cieszę się że mogłam u Ciebie poczytać trochę więcej na jego temat. Teraz już wiem, że nie jest to kosmetyk dla mnie.Pomijając efekt 'pandy' jaki potrafi zrobić, to szczoteczka jest zdecydowanie za duża.
    A tak z ciekawości jeszcze zapytam: jaki tusz się u Ciebie sprawdza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach te oferty, nie rozumiem dlaczego niektóre sklepy nie wysyłają swoim klientom normalnych kuponów zniżkowych, tylko oferują coś ale pod warunkiem, że wyda się określona sumę pieniędzy bo inaczej z wszystkiego nici. Niefajna polityka firmy :/
      Tuszami które mogę polecić są Max Factor Masterpiece lub Masterpiece Max, właśnie do nich najczęściej powracałam. Byłam także zadowolona z tuszu Lancome, ale nie pamiętam już który to był konkretnie, ponieważ było to kilka lat wstecz. ;))

      Usuń

Serdecznie dziękuję Ci za komentarz.
Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie ponownie.
Zaglądnij również na wobiektywiealeksandry.blogspot.com

 
template design by designer blogs