Strona Główna

Bielenda, Masełko do ust Troskliwa Brzoskwinia

środa, 3 czerwca 2015


Zadaniem masełka do ust Troskliwa Brzoskwinia jest skuteczna pielęgnacja i regeneracja delikatnego naskórka ust. Ma likwidować uczucie spierzchnięcia, ściągnięcia i suchości. Dzięki zawartości intensywnie regenerujących składników jak masło karite, masło kakaowe i wit.E ma skórę ust szybko odnawiać, zmiękczać i pomóc jej odzyskać zdrowy wygląd. Dostępne jest jeszcze w wersji wiśniowej oraz malinowej. 


Masełko do ust Troskliwa Brzoskwinia nie jest do końca produktem bezbarwnym, bowiem częściowo bieli usta. Wprawdzie w plastikowym pojemniczku widnieje substancja koloru neutralnego, można rzec odcienia młodej brzoskwini lub moreli, ale nijak ma się to do ostatecznego efektu na ustach. Moje z natury ciemne wargi po zaaplikowaniu masełka stają się umiarkowanie jaśniejsze, co bardzo mi odpowiada, ponieważ nie znoszę naturalnego odcienia moich ust. Jest jednak małe ''ale''. Otóż nie należy przesadzać z ilością jaką naniesie się na usta, a przynajmniej tak to wygląda u mnie. Jedna cienka warstwa jest w porządku lecz grubsza powoduje, że produkt zbiera się w środkowej części ust, co nie wygląda atrakcyjnie. Gdy przechadzam się po domu zupełnie mi to nie przeszkadza, więc olewam czy masełka ma za dużo, tymczasem taka sytuacja gdy jestem ''na mieście'' jest nie do zaakceptowania. Najbardziej jednak lubię korzystać z masełka wieczorem dlatego tuż przed położeniem się spać jest zawsze w użyciu. Jest jeszcze jeden powód który sprawia, że raczej nie stosuję Troskliwej Brzoskwini poza domem, mianowicie nie współpracuje z moimi pomadkami. Każda jaka posiadam bez wyjątku, prędzej czy później roluje się rozpaczliwie gdy masełko to jest moją bazą. Myślę, że przyczyna tkwi w tym, iż masełko nie jest produktem, który wnika w skórę ust nawilżając je od środka, tylko tworzy na nich śliską warstwę, trochę jak wazelina. Usta stają się miękkie i mniej spierzchnięte aczkolwiek nie są w pełni nawilżone. W każdym razie nie przeszkadza mi to zanadto i czerpię przyjemność ze stosowania. Wpływ ma na to piękny zapach brzoskwini, bez cienia sztuczności, jest owocowy odrobinę słodkawy, że chciałoby się go zjeść. Myślę, że posłuży mi jeszcze bardzo długo, bo chociaż połowę już zużyłam jest to kosmetyk niebywale wydajny. I zupełnie nie mam nic przeciwko temu, że do aplikacji muszę posługiwać się palcem,  ponieważ wiedziałam jaką formę produktu kupuję. Zakupu nie żałuję, byłabym skłonna wypróbować w przyszłości wersję malinową, bo wiele osób wychwala ten zapach najbardziej.


Cena: ok 7zł ( dokładnie nie pamiętam)
Pojemność: 15g
Ważność: 6 miesięcy od otwarcia

Informacja producenta oraz skład:

12 komentarzy:

  1. Nie miałam masełek z bielendy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam to masełko i bardzo je lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. tyle razy zastanawiałam się nad tym masełkiem, ale jeszcze go nie próbowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. miałam wersję malinową :) te masełka mają naprawdę cudowny zapach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja szaleję za maliną, więc pewnie skuszę się na takie masełko :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze ich nie próbowałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapach na pewno przypadłby mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie miałam jeszcze. Ja używam te z nivea. a w ogóle lubię Tisane i Chanela ale juz nie masełka tylko zwykłe produkty nawilżające DO UST. Cena bardzo zachęcająca Twojego produktu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. też je mam :) tylko wiśniowe:) faaaajne choć szczerze wolę bardziej tłuste konsystencje, cięższe.

    pozdrawiam i zapraszam na rozdanie :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę, że ta wersja ny mi się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
  11. u mnie niestety ze względu na to niezbyt mocne nawilżenie się nie sprawdziło, ale cieszę się, że u Ciebie był to trafiony zakup

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję Ci za komentarz.
Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie ponownie.
Zaglądnij również na wobiektywiealeksandry.blogspot.com

 
template design by designer blogs