Strona Główna

Indeed Labs Hydraluron

środa, 30 kwietnia 2014


Hydraluron jest jednym z moich ulubionych produktów pielęgnacyjnych. Odkryłam go w zeszłym roku i jestem w tym momencie w trakcie trzeciego opakowania. Uwielbiam to cudeńko i nie wyobrażam sobie nie mieć go w mojej szafce. Hydraluron to nic innego jak serum z kwasem hialuronowym.
Kwas hialuronowy jest naturalnym składnikiem występującym w tkankach organizmu. Znajduje się w całym ciele. Wypełnia przestrzeń międzykomórkową, a w skórze stanowi ponad 50% , doskonale nawilża, dlatego dzieci mają tak delikatną, sprężystą i gładką skórę. Niestety z wiekiem ilość kwasu hialuronowego drastycznie maleje. Nasza skóra starzeje się, a po 40 roku życia mamy już go o połowę mniej. Kwasu hialuronowego ubywa, a nasza skóra wiotczeje, traci sprężystość i przybywa nam zmarszczek. A tak bardzo chciałoby się zatrzymać czas i wyglądać zawsze pięknie. 
W kilku słowach, czym jest Hydraluron. 
Hydraluron to serum które zwiększa wilgotność w naszej skórze. Zawiera w czystej postaci kwas hialuronowy, który ma dotrzeć do głębokich warstw skóry, aby zwiększyć jej zdolność do nawadniania się, w celu zminimalizowania głębokich zmarszczek i poprawy jej elastyczności. Co więcej jest on w 100% wolny od surowców pochodzenia zwierzęcego i parabenów, mamy więc pewność, że nasza skóra w maksymalny sposób czerpie korzyści z danych składników. Czerwone algi morskie, dodatkowo pomagają skórze zapewnić profit, w postaci zwiększenia odnowy komórek, jędrności, elastyczności i gładkości oraz zmniejszeniu drobnych zmarszczek.
Badania kliniczne wykazały, że stosowanie dwa razy dziennie, przez 8 tygodni tego serum, przyczyniło się do wzrostu elastyczności skóry o 27% i zmniejszenia jej szorstkości o 10%.


Rezultaty widoczne są natychmiastowo. Skóra jest nawilżona, nie tylko powierzchownie, ale również w głębszych warstwach. Moja sucha skóra czerpie z tego serum same korzyści, jest bardziej sprężysta oraz gładsza w dotyku. Najbardziej podoba mi się to, jak długo utrzymuje się jej poziom wilgotności. Zauważyłam również, że działania zwykłego kremu są dzieki niemu przedłużane. Nie potrafię dopatrzeć się żadnych wad. Nigdy nie doszło do reakcji alergicznej ani jakiegokolwiek innego podrażnienia. Hydraluron jest takim strażnikem, który chroni moją skórę przed odwodnieniem i dba ,aby dostosowywała się do panujących warunków. Przyśpiesza także regenerację naskórka, zmniejsza jego podrażnienia.


Hydraluron ma postać przezroczystego żelu. Jest bezzapachowy, ma bardzo lekką konsystencję i wchłania się błyskawicznie, nie pozostawiając przy tym żadnej widocznej warstwy. Producent zaleca stosować go, tuż przed nałożeniem naszego zwykłego kremu. Przez szybkie absorbowanie się, serum nie koliduje ze stosowanym przeze mnie kremem.



Opakowanie to gumowa tubka z nakrętką, z której korzysta się bardzo łatwo. Produkt bez żadnych problemów wyciska się do samego końca. Hudraluron ma pojemność 30ml/24.99£ jego data przydatności to 6 miesięcy od otwarcia. Dostępny jest w drogeriach Boots.







Benefit Sun Beam

wtorek, 29 kwietnia 2014


Mini wersję rozświetlacza Sun Beam z Benefit zakupiłam w zestawie z mini różem Coralista. Tak naprawdę bardziej zależało mi na wypróbowaniu różu, ale mogłam dzięki temu lepiej przyjrzeć się również temu produktowi.
Sun Beam to nic innego jak rozświetlacz w płynie, w kolorze złoto-brązowym, który ma nadawać skórze naturalny glow. Idealny do podkreślania letniej opalenizny, gdy skóra łapie pierwsze promienie słońca, albo dla osób z ciemniejszą karnacją.


Sun Beam jest bardzo prosty w użyciu. Nanoszony pędzelkiem, punktowo w wybrane miejsca, wymaga jedynie odpowiedniego roztarcia i gotowe. Można używać go wszędzie tam, gdzie pragniemy aby skóra została rozświetlona, a nawet z powodzeniem zmieszać niewielką ilość z podkładem, w celu uzyskania  promienistej cery. Nie należy jednak przesadzać, bo wtedy osiągnie się przerysowany efekt, a nie o to chodzi. Skóra muśnięta tym rozświetlaczem zyskuje świeży, złocisty glow. Wybrane miejsca są ładnie uwydatnione, bije od nich zdecydowany blask.
Ponieważ Sun Beam ma charakterystyczny kolor złota, osoby mające bardzo jasną karnację mogą się z nim nie polubić. Alternatywą dla jasnolicych, powinien być w tym wypadku High Beam, starszy brat delikwenta, o którym tu mowa. Wracając do Sun Beam, nie ma on w sobie żadnego brokatu, ale jest zdecydowanie połyskującym rozświetlaczem, który mocno migocze. Ważne jest aby nie przesadzić z jego ilością, gdyż o efekt choinki nie trudno. 


Sun Beam jest produktem trwałym, ale nie tak bardzo, jak rozświetlacze w kamieniu. Drobinki rozświetlające, które się w nim znajdują, mają tendencję do migrowania po twarzy, co potrafi irytować.
Opakowanie przypomina trochę lakier do paznokci, ze względu na znajdujący się w nim aplikator z pędzelkiem. Pełnowymiarowy Sun Beam ma pojemność 13ml/19.50£, moja próbka z kolei mieści w sobie 4ml i daleko mi jeszcze do zużycia całej buteleczki. Jest to więc produkt bardzo wydajny, chociaż przydatność wynosi 6 miesięcy od otwarcia, nie wydaje mi się, że można wykończyć go w przeciągu tego czasu.


Sun Beam jest ciekawym rozświetlaczem, który najlepiej sprawdzi się w okresach letnich. Pięknie współgra wtedy z opaloną skórą, która dzięki niemu ładnie odbija promienie słońca. Osoby lubiące eksperymenty z rozświetlaczami powinny być nim zainteresowane. Ponieważ jest produktem płynnym, pracuje się z nim nieco inaczej, co nie oznacza, że jest problematyczny w użyciu. 



Natural Collection Antique Coral - koralek na paznokciach

sobota, 26 kwietnia 2014

Do tej pory nie umieściłam żadnego postu z lakierami do paznokci, więc postanowiłam to zmienić. Dzisiaj po raz pierwszy coś innego od typowych recenzji. Wczoraj tak spontanicznie chwyciłam aparat i porobiłam trochę fotek moim paznokciom, pomyślałam, czemu by nie pokazać tego na blogu;) W ten oto sposób przedstawiam lakier do paznokci firmy Natural Collection w odcieniu Antique Coral.



 Lakier ma przyjemny, wiosenny odcień koralu, idealny na tą porę roku. Nie jest to wściekły kolor, tylko taki neutralny pastel. Przebijają się w nim niebieskie drobinki, które są bardzo subtelne. Na załączonych zdjęciach, moje paznokcie pokryte są jego dwoma warstwami, można pokusić się nawet o trzecią, ale mi taki efekt w zupełności wystarcza.


Konsystencja lakieru jest kremowa, bezproblemowo rozprowadza się na płytce paznokcia, ale lubi, przy pierwszej warstwie, tworzyć małe smugi. Dlatego konieczne jest nałożenie drugiej warstwy, tak też zaleca producent. Osiąga się wtedy kolor identyczny jak w butelce.


Opakowanie jest małe, mieści się w nim 8 ml produktu. Niestety brak jest informacji na temat ważności lakieru. Ja swój mam już prawie dwa lata i dalej jest z nim wszystko wporządku. Nie zauważyłam żadnej zmiany w jego konsystencji ani trwałości.
Aplikator ma mały pędzelek, którym można precyzyjnie pomalować brzegi paznokcia. Osobiście wolę nieco większe końcówki ale nie jest to dużym problemem.


Trwałość lakieru nie jest za dobra. Bardzo szybko potrafi odpryskiwać na końcówkach, już następnego dnia pojawiają się pierwsze ubytki. Plus ma za szybkość schnięcia. Nie ma dla mnie nic gorszego jak długie czekanie aż lakier wyschnie, a tutaj sprawa załatwiona jest po kilku minutach.


Lakiery Natural Collection można znaleźć w drogeriach Boots za jedyne 1.89£.



indeed laboratories eysilix - krem pod oczy

czwartek, 24 kwietnia 2014


Od kiedy pamiętam borykałam się z problemem worków pod oczami. Wiem, że w moim przypadku jest to również sprawą genetyczną, ale mimo wszystko próbowałam znaleźć krem, który pomógłby mi, chociaż w nieznacznym stopniu uporać się z tym kłopotem. Większość kremów pod oczy niestety nie radziła sobie z tym wcale albo pomagała na krótki okres, co mijało się z celem. Bywało również i tak, że niektóre z nich jeszcze bardziej nasilały opuchliznę. Nie stać mnie niestety na operację usunięcia worków pod oczami, więc powoli godziłam się z tym, że będę tak ''cierpieć'' do końca życia, aż trafiłam na krem z firmy Indeed Lab, Eysilix. Podchodziłam do niego oczywiście bardzo sceptycznie, a on mile mnie zaskoczył.
Eysilix jest kremem, który ma za zadanie zredukować widoczne cienie i worki pod oczami oraz spłycać zmarszczki mimiczne i kurze łapki. Oprócz tego skóra wokół oczu ma odzyskać napięcie i sprężystość.



Producent zaleca stosować Eysilix rano i wieczorem, na umytą skórę wokół oczu. Ja robiłam tak przy pierwszej tubce kremu, a teraz kiedy zakupiłam drugie opakowanie używam go tylko wieczorem. I juz od razu pisze dlaczego tak robię. Otóż ten krem bardzo często ważył się z moimi podkładami i korektorami co było mocno uciążliwe. W dni wolne od makijażu nakładam go na dzień, ale w pozostałe stosuję poprostu inny krem. 
Pamiętam, że po pierwszych kilkunastu dniach zauważyłam pierwsze efekty, jakie obiecywał producent. Moje wory zaczęły powolutku się zmniejszać, a sama skóra tam gdzie miałam małe zasinienia, delikatnie pojaśniała. Efekt niesamowicie mnie zaskoczył, bo nic do tej pory nie pomogło mi tak, jak ten krem. Oczywiście duży wpływ na wygląd okolic moich oczu ma również sam tryb życia, tak więc przy niewyspaniu czy większym stresie, opuchlizna zawsze się nasila. Krem nigdy nie zredukował moich worków pod oczami całkowicie, ale to jak są one zmniejszone, w porównaniu do ich wcześniejszego stanu zadowala mnie ogromnie. 
Jeśli spojrzeć na spłycenie zmarszczek to już takich rewelacji nie widać. Ja co prawda zakupiłam ten krem pod kątem redukcji opuchlizny, a nie kurzych łapek, jednak byłoby miło gdyby działo się więcej. Może nie mam ogromnych bruzd, ale moja skóra pod oczami jest sucha jak wiór i wszelkie kreseczki są z tego powodu jeszcze bardziej podkreślone. 
Jedynym problemem jaki mam z tym kremem, jest jego nawilżanie. O ile ma lekką, dobrze rozsmarowującą się konsystencję, szybko się wchłania, to niestety, nie robi nic w stronę nawilżania okolic skóry moich oczu. To jest chyba jego jedyny minus. Gdyby nie ten brak, byłby kremem bliskim ideałowi. Ale jak pisałam, zakupiłam już moje drugie opakowanie, ponieważ redukuje moją opuchliznę, a to liczy się dla mnie bardzo. Resztę uzupełnia mi inny krem. Nie wykluczam, że będę szukać czegoś innego, w końcu my kobiety tak już mamy. Zawsze jednak w razie czego, mam mój sprawdzony Eysilix, do którego w każdej chwili mogę wrócić.

Przechodząc do strony technicznej. Opakowanie kremu Eysilix ma pojemność 15ml/24,99£. Upolować można go w Boots, często na promocji, więc wychodzi taniej. Tubka jest mała, gumowa z cienkim aplikatorem, produkt wyciska się z łatwością. Krem ma ważność 6 miesięcy od otwarcia. Jak wszystkie produkty firmy Indeed Lab ma kartonik z wieloma informacjami, ja swój niestety przez przypadek wyrzuciłam :(


skład:
WATER (AQUA / EAU), ISONONYL ISONONANOATE, POLYVINYL ALCOHOL, PROPANEDIOL, PHENYL TRIMETHICONE, ARACHIDYL ALCOHOL, C12-15 ALKYL BENZOATE, GLYCERIN, GLYCERYL STEARATE, ACRYLATES/C12-22 ALKYL METHACRYLATE COPOLYMER, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA) BUTTER, CETYL ALCOHOL, HYDROGENATED OLIVE OIL, DIPEPTIDE-2, PALMITOYL TETRAPEPTIDE-7, ACETYL TETRAPEPTIDE-5, PALMITOYL OLIGOPEPTIDE, ACETYL OCTAPEPTIDE-3, PENTAPEPTIDE-18, PALMITOYL TRIPEPTIDE-5, BEHENYL ALCOHOL, PEG-100 STEARATE, CYCLOPENTASILOXANE, HYDROLYZED LUPINE PROTEIN OCTENYLSUCCINATE, SODIUM ACRYLATE/SODIUM ACRYLOYLDIMETHYL TAURATE COPOLYMER, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, ARACHIDYL GLUCOSIDE, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL, TRIBEHENIN, ISOHEXADECANE, AMINOBUTYRIC ACID, BARIUM SULFATE (CI 77120), POLYSILICONE-11, POLYVINYL ACETATE, CHLORPHENESIN, HYDROLYZED LUPINE PROTEIN, XANTHAN GUM, OLEA EUROPAEA (OLIVE) OIL UNSAPONIFIABLES, POLYSORBATE 20, DISODIUM EDTA, HESPERIDIN METHYL CHALCONE, MEDICAGO SATIVA (ALFALFA) SEED EXTRACT, CERAMIDE 2, STEARETH-20, PEG-10 RAPESEED STEROL, CENTELLA ASIATICA EXTRACT, CERAMIDE 3, CHOLESTEROL, PANAX GINSENG ROOT EXTRACT, PORTULACA OLERACEA EXTRACT, PHYTOSPHINGOSINE, PALMITOYL DIPEPTIDE-5 DIAMINOBUTYROYL HYDROXYTHREONINE, TIN OXIDE, DIPEPTIDE DIAMINOBUTYROYL BENZYLAMIDE DIACETATE, CAPRYLYL GLYCOL, PHENOXYETHANOL, MICA (CI 77019), TITANIUM DIOXIDE (CI 77891).

ALPHA-H serum na dzień i noc

środa, 23 kwietnia 2014


O jednym z moich kosmetycznych ulubieńców, czyli toniku z ALPHA-H Liquid Gold pisałam niedawno tutaj (klik). Dzisiaj chcę przedstawić dwa sera, również z tej samej linii co tonik, jedno jest na dzień, a drugie na noc.
Na pierwszy ogień pójdzie Liquid Gold Intensive Night Repair Serum. Stosuję je we wszystkie alternatywne wieczory, kiedy nie używam toniku. Serum to wzbogacone jest o składniki takie jak witaminy A, E, B3, kwas glikolowy i kwas hialuronowy, które mają zmniejszać plamy starcze i przebarwienia. Ponadto ma łagodzić zaczerwienienia, trądzik różowaty oraz zwiększyć syntezę kolagenu nawet o 119%, skóra ma być bardziej jędrna i elastyczna. Długotrwałe stosowanie ma zapewnić wyrównanie tonu cery, jej promienność, młodzieńczość i zdrowy wygląd.
Producent zaleca użyć dwie pompki, 2 lub 3 razy w tygodniu na oczyszczoną, suchą skórę twarzy, szyi i dekoltu, omijając okolice oczu i ust. Skóra może wykazywać lekkie ocieplenie i możliwe jest delikatne uczucie mrowienia. Po wchłonięciu się serum, można zastosować krem na noc.


skład Liquid Gold Intensive Night Repair Serum

Jak pisałam wyżej, serum stosuję we wszystkie wieczory, gdy nie używam toniku Liquid Gold. Ponieważ ma ono bogatą konsystencję nie używam dodatkowo żadnego kremu. To co jest charakterystyczne dla tego produktu, to zdecydowanie zapach. Jest bardzo specyficzny, ciągle mam wrażenie, że coś mi przypomina, tylko nie mogę sobie tego skojarzyć. Serum jest koloru żółtawego, ma rzadką konsystencję. Wchłania się średno szybko i zostawia na twarzy widoczny film. Na początku zapach trochę mi przeszkadzał,  jednak z czasem przyzwyczaiłam się do niego.
Rano budzę się ze zregenerowaną cerą. Serum spulchnia moją skórę i przyjemnie ją nawilża. Cera robi się wypoczęta, znikają z niej oznaki zmęczenia. Dodatkowo jeśli mam jakieś zaczerwienienia, to po zastosowaniu tego środka widzę ich szybkie niwelowanie. Stosowanie tego produktu w ogromnym stopniu poprawiło kondycję mojej skóry twarzy. Wszelkie drobne zmarszczki, zostały delikatnie spłycone, ich powierzchnia jest bardziej wyrównana. Suche skórki pojawiają się teraz u mnie niezwykle rzadko. Widać je raczej gdy spożywam mniejszą ilość płynów, ale staram się pilnować, żeby nie dochodziło do takich sytuacji. Nigdy nie zdażyło się żeby serum mnie zapychało, czy powodowało jakąś reakcję uczulającą. Nie wydaje mi się aby wpływało na uspokajanie drobnych niespodzianek, typu pryszcze, tutaj chyba bardziej pomaga Liquid Gold. Na pewno jednak na mojej twarzy nieprzyjaciele goszczą teraz bardzo rzadko, a jak już coś się pojawia, to na krótko. 


Liquid Gold Intensive Night Repair Serum

Teraz kolej na Liquid Gold Perfecting Daywear with Mineral Bronzing Beads. Jest to przeciwstarzeniowe serum, które ma poprawiać cerę, przez optyczne rozproszenie zmarszczek i niedoskonałości. Serum to oferuje ultralekkie nawilżenie, z wysoką zawartością przeciwutleniaczy. Kwas hialuronowy przyciąga i wiąże cenną wilgoć do skóry, pomaga wypełnić drobne linie i zmarszczki, aby nadać cerze świeży i młodzieńczy wygląd.
Kwas glikolowy i lukrecja działają w harmonii, aby rozjaśnić cerę, przywrócić jej blask i zniwelować wielkość porów. Zaawansowany peptyd Matrixyl Lipo-6 pomaga optycznie rozproszyć zmarszczki i niedoskonałości. Mikroskopijne brązujące kulki uwalniają mieszankę pigmentów mineralnych i naturalnych cząsteczek, odbijających światło, aby nadać cerze blask.
Gorzka pomarańcz i kompleks z grejfruta pobudzają cerę, rozjaśniając ją i jednocześnie niwelują obszary przebarwień. Ekstrakt z organicznego słonecznika ma minimalizować wpływ stresu środowiskowego i zwiększyć niezbędne mikroelementy w skórze.
Producent zaleca użycie dwóch pompek każdego ranka, na twarz, szyję oraz dekolt. Serum można stosować zarówno przed kremem, jak i po.


skład Liquid Gold Perfecting Daywear
Serum na dzień ma bardzo zbliżoną konsystencję jak to na noc, z tą różnicą, że jest odrobinę rzadsze. Nie ma na szczęście tego okropnego zapachu, jest bardziej neutralne. To co zauważa się po wyciśnięciu go z butelki, to znajdujące się w nim brązowo-złote drobinki. Początkowo myślałam, że będą one widoczne na twarzy, ale nic takiego nie ma miejsca. Po roztarciu najnormalniej znikają/rozpuszczają się tak jakby ich nie było.
Serum nie wchłania się od razu, należy trochę odczekać z aplikacją kolejnych produktów. Ja stosuję je bezpośrednio tuż przed podkładem. Od kiedy używam to serum, mój makijaż jest świeższy przez dłuższy czas i jego trwałość jest dużo lepsza. Poziom nawilżenia skóry utrzymuje się przez cały dzień i nie dochodzi do żadnych przesuszeń. Teraz kiedy zbliżam się do końca produktu, zauważyłam mniejszą ilość tych drobinek i samo serum stało się też bardziej kleiste. Efekt jest też z tego powodu minimalnie inny niż na początku. A może jestem już tak przyzwyczajona do tego serum, że nie zauważam różnicy, sama nie wiem.

Liquid Gold Perfecting Daywear
Obydwa sera maja pojemność 50ml, zamknięte są w plastikowych, wysokich butelkach z pompką. I tutaj, w przypadku gdy sam produkt mogę wychwalać pod niebiosa, to same opakowania pozostawiają trochę do życzenia. Jak widać na pierwszym zdjęciu, nasada całej pompki jest zdarta ze swojej ozdobnej warstwy, co wygląda mało estetycznie. A jakby nie patrząc, za tak drogi produkt, opakowanie mogłoby być lepszej jakości. Oby w przyszłości producent coś z tym zrobił.

Podsumowując, obydwa produkty są bardzo dobre, spełniają swoje zadanie i korzystnie wpływają na moją skórę. Są również bardzo wydajne. Moja cera przez ostatnie miesiące wiele zyskała, dzięki wprowadzeniu ich do mojej pielęgnacji. Stała się rozjaśniona, wiele przebarwień wyblakło, a jej koloryt mocno się wyrównał. Jej stan jest znacznie polepszony, a przy mojej suchej, problematycznej skórze nie było o to tak łatwo. Wiele produktów miało z tym problem, ale warto było szukać i cieszę się, że trafiłam na tą firmę, ponieważ jak narazie każdy specyfik jaki zakupuję z ALPHA-H przynosi mojej cerze same zyski. Wiem, że będę powracać do tych ser jeszcze nie raz (zwłaszcza do tego na noc), gdyż mają one dla mnie same plusy (przymykając oko na opakowania). 



malinowe masełko do ust z NIVEA

poniedziałek, 14 kwietnia 2014


Wszelkiego rodzaju nawilżające balsamy, masełka do ust i co tam jeszcze istnieje, zużywam w bardzo szybkim tempie, ponieważ moje suche usta chłoną je jak gąbka. Jedne sprawdzają się lepiej, inne dużo słabiej. Osobiście jestem zwolennikiem bardziej mokrych nawilżaczy, niż tych gęstych i zbitych.
Masełko z Nivea trafiło do mnie przypadkowo, dzięki mojej małej Psotnicy, która wrzuciła je niezauważalnie do koszyka, podczas jednych z zakupów. Podejrzewam ,że zrobiła to ze względu na widoczne , na opakowaniu maliny, które bardzo lubi:)
Tak więc oto, stałam się posiadaczką tego produktu.


Miałam kiedyś z tej serii masełko karmelowe, miało piękny zapach, ale konsystencja kompletnie nie była w moim typie. To masełko jest identyczne. Pachnie wspaniale, maliny mają słodki aromat, który mnie osobiście niesamowicie odpowiada. Cóż z tego, jeśli spoistość jest zbyt zbita. Na ustach, owszem rozsmarowuje się bez problemów, ale jest wyczuwalne i jak dla mnie, za gęste. Z tego powodu, rolują się wszystkie, nałożone na to masełko pomadki, a ja bardzo nie lubię, gdy coś takiego się przytrafia. 
Nie można natomiast zarzucić temu produktowi braku nawilżenia, gdyż z tego zadania wywiązuje się przyzwoicie. Ale z mocno spierzchniętymi wargami sobie nie poradzi. Tutaj polega. Trwałość ma dość dobrą, jednak mogłoby być lepiej. Kolor masełka jest sino-różowy, delikatnie barwi usta na blady odcień. Produkt jest dodatkowo wydajny.
Opakowanie jest lekkie i poręczne, zmieści się w każdej kieszonce. Czasami wieczko się blokuje, ale to chyba wina blaszanego tworzywa, z którego balsam jest wykonany. 
Cena to 2.10£ za 16.7 g.
Podsumowując: gdyby masełko miało inną konsystencję, mniej treściwą, to ze względu na rewelacyjny zapach, mogłoby stać się jednym, z moich ulubionych, tego typu produktem. A tak niestety leży sobie, używane rzadko, wtedy gdy po ręką nie mam nic innego.


pomadki Essence

niedziela, 13 kwietnia 2014


Przedstawiam dzisiaj moje dwie pomadki z Essence. Jedna w kolorze Coralize Me nr55 jest jasnym ciepłym koralem, druga natomiast- Dazzling Beige nr58, to bardzo subtelny jasny nudziak. Obydwie zawierają spore drobinki brokatu, który jest widoczny i wyczuwalny na ustach. Szminki te, są na tyle transparentne, że można by, nadać im miano balsamów/masełek koloryzujących. Mają mocno nawilżającą formułę, która przyjemnie pielęgnuje usta, nie podkreślając przy tym suchych skórek. Koloru nie da się budować, ponieważ jak pisałam są dosyć przezroczyste, więc jedynie delikatnie barwią usta.



Pomadki mają przyjemnie kremową konsystencję, są miękkie i łatwe w aplikacji. Nie zbierają się w załamaniach. Przeszkadzać może niestety uczucie drobinek, które lubią wędrować z ust na ich okolice. Nie wiem czy to tylko ja tak mam, czy może jest to normalne w przypadku tych produktów. Jeśli ktoś je również posiada/ł proszę o komentarz:)) Kolejnym minusem jest ich trwałość. Schodzą z ust w dosyć szybkim tempie, co wiąże się z częstą aplikacją i co za tym idzie, nie są z tego powodu wydajne. Z kolei zapach mają zaskakująco przyjemny i słodki. Nie wyczuwam w nim żadnej chemii.



Opakowanie jest skromne i proste, na pewno nie można napisać, że solidne, ale za cenę niższą niż 10zł raczej nie ma co narzekać. Wybór kolorów jest duży, jeśli dobrze pamiętam nie wszystkie mają brokat (jak te, dwie moje). 
Ze względu na niską cenę, polecam osobom początkującym w makijażu, takim co preferują delikatne podkreślenie usta. Ale również każdy, kto lubi subtelny kolor, będzie z tych pomadek zadowolony.



Coralize Me 55
Dazzling Beige 58
Dla zainteresowanych skład:
Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Lanolin, Polydecene, Pentaerythrityl Tetracaprylate/Caprate, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Cera Microcristallina (Microcrystalline Wax), Caprylic/Capric Triglyceride, Octyldodecanol, Polyethylene, Paraffin, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Mica, Calcium Aluminum Borosilicate, C10-30 Cholesterol/Lanosterol Esters, Carnauba (Copernicia Cerifera) Wax, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Pentaerythrityl Adipate/Caprate/Caprylate/Heptanoate, VP/Hexadecene Copolymer, Butylene Glycol, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Tocopheryl Acetate, Bisabolol, Tocopherol, Silica, Tin Oxide, Polyethylene Terephthalate, Isobutylphenoxy Epoxy Resin, Synthetic Fluorphlogopite, Acrylates Copolymer, Parfum (Fragrance), May Contain: CI 12085 (Red 36), CI 15850 (Red 6/red 7), CI 16035 (Red 40), CI 17200 (Red 33), CI 19140 (Yellow 5 Lake), CI 42090 (Blue 1), CI 45410 (Red 27), CI 75470 (Carmine), CI 77491, CI 77492, CI 77499 (Iron Oxides), CI 77891 (Titanium Dioxide).
/Nr 40, 41/: Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Lanolin, Polydecene, Caprylic/Capric Triglyceride, Octyldodecanol, Mica, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Candelilla (Euphorbia Cerifera) Wax, Polyethylene, Carnauba (Copernicia Cerifera) Wax, C10-30 Cholesterol/Lanosterol Esters, Ethylhexyl Methoxycinnamate, VP/Hexadecene Copolymer, Pentaerythrityl Adipate/Caprate/Caprylate/Heptanoate, Tocopheryl Acetate, Silica, Bisabolol, Tocopherol, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Parfum (Fragrance), May Contain: CI 15850 (Red 6/Red 7), CI 42090 (Blue 1), CI 77491, CI 77492, CI 77499 (Iron Oxides), CI 77891 (Titanium Dioxide). (13.11.2009) 

baza L'Oréal Studio Secrets Professional

sobota, 12 kwietnia 2014


L'Oréal Studio Secrets Professional to wygładzająca baza, która ma za zadanie wyrównywać powierzchnię skóry. Posiadająca elastyczną strukturę, ma na celu eliminować niedoskonałości, takie jak zmarszczki, linie mimiczne, bruzdy. Pory mają zostać wyraźnie zmniejszone, a powierzchnia skóry skorygowana. Baza nie ma pozostawiać tłustego osadu. Można stosować ją samodzielnie lub tradycyjnie pod podkład.
Producent proponuję stosować ją w zacienionych miejscach, np. pod oczami i obszarach takich jak czoło, boki nosa i okolicach ust(aby zapobiec rozmazywaniu się szminki). Małą ilość należy rozcierać od wewnętrznej strony twarzy, w kierunku zewnętrznym, aby zapobiec smugom. 


Baza (14.29£/15ml) zamknięta jest w szklanym słoiczku, który jest solidnie wykonany, ale ja, ze względów higienicznych nie przepadam za taką formą produktu. Tym bardziej, że opakowanie jest małe i niewygodnie wydłubuje się z niego bazę, zwłaszcza gdy zużycie jest duże i trzeba wyłapywać ją ze ścianek. W tym przypadku Benefit Porefessional, który jest w gumowej tubce, jest milion razy poręczniejszy.
Baza ma blado-różowy kolor, który absolutnie nie ma wpływu na zmianę odcienia cery i podkładu. Konsystencja jest gęsta, trochę musowata. Aplikuje się ją nieco opornie, mimo to ładnie stapia się z moją skórą. Momentalnie, zauważalne jest zmatowienie. Baza pozostawia zdumiewające uczucie jedwabistości, skóra robi się aksamitnie miękka i przyjemna w dotyku. Pory zostają wypełnione, a co za tym idzie powierzchnia cery robi się równomierna. Ze względu na gęstą konsystencję, nie ma co przedobrzać z tym produktem, ponieważ na zbyt grubej warstwie, podkład będzie się rolował. Mała ilość spokojnie załatwi sprawę. Ja aplikuję ją tylko na wybrane miejsca (jak nos i jego okolice, czasami brodę) gdyż moja cera jest sucha i nie mam potrzeby używać jej na całej twarzy. Myślę natomiast, że osoby z cerą tłustą mogą z powodzeniem tak robić. Również posiadaczki cer mieszanych powinny polubić stosować ją w strefie T. 



Podkład rozprowadza się na tej bazie bez żadnych problemów. W żadnym wypadku nie dochodzi do rolowania się, ale zaobserwowałam, że mogą powstawać smugi, dlatego podkład należy aplikować na tej bazie dużo uważniej. Pokuszę się o stwierdzenie, że przedłuża trwałość makijażu. Jest przy tym produktem sporo wyczuwalnym na mojej twarzy i po pewnym czasie wręcz ją obciąża. Przy dłuższym stosowaniu, niestety dodatkowo, odnotowałam zapychanie cery. Dla mnie, nie jest to więc produkt do stosowania na co dzień, mimo to, jest to bardzo przyzwoita baza.
Baza jest produktem bezzapachowym, ważnym 24 miesiące od otwarcia. Bardzo wydajna.



Max Factor False Lash Effect 24h

czwartek, 10 kwietnia 2014


Fanką tuszy do rzęs Max Factor jestem od wielu lat. Marka nigdy mnie nie zawiodła, zawsze byłam zadowolona z efektów jakie dawały poszczególne rodzaje maskar. Czy to tradycyjne szczoteczki czy gumowe i dużo większe, z każdą potrafiłam pracować. Gdy niedawno wykończyłam False Lash Effect, moją uwagę zwróciła wersja 24h. Ma ona nieco inną formułę, ale nadal zachowuje te same właściwości co wydanie tradycyjne. Różnica ma tkwić w dłuższej trwałości. Tymczasem po raz pierwszy muszę stwierdzić, że jestem ogromnie zawiedziona tuszem marki Max Factor.
Zacznę może po kolei. Szczoteczka tuszu jest gumowa i duża, zdecydowanie wymaga wprawy w nakładaniu. Ja sama gdy zaczynałam posługiwać się tego typu szczoteczkami, musiałam wypracować odpowiedni system aplikacji. Niemniej jednak jest to rzecz indywidualna, ponieważ nie każdy lubi, takie wielkie szczoty. 
Konsystencja tuszu jest gęsta i jednocześnie bardzo mokra. Mokra do tego stopnia, że należy odczekać sporą chwilę aż wyschnie, mnie to niestety irytuje. Nie raz już skończyłam z odbitymi kropkami na powiekach, bo mrugnęłam za szybko,a ten typek jeszcze nie zasechł.
 Efekt nie jest jakiś niesamowity. Ja lubię gdy moje rzęsy po maksymalnie 2, góra 3 warstwach dają mi zadowalający rezultat, czyli są wydłużone i pogrubione z ewentualnym podkręceniem. W przypadku tego tuszu jest przyzwoicie ale bez szału. Czegoś mi brakuje. Plus daję za kolor, bo jest mocno, nasyconym czarnym odcieniem, takim jak lubię. Ogólnie wszystko byłoby nawet nie najgorzej, mógłby być to tusz na co dzień, tymczasem jest coś co go dyskfalifikuje. Trwałość.
Może nie do końca trwałość, ale to jak zachowuje się na rzęsach. Po ok 2 godzinach robi się efekt pandy, coś czego żadna z nas nie życzyłaby sobie na twarzy. Dzieje się tak po każdej aplikacji, więc nie jest to kwestia przypadku. Wnerwia mnie to potwornie i nie pamiętam czy kiedykolwiek jakiś tusz robił mi takie chochliki pod oczami. I teraz najśmieszniejsze. Kiedy przychodzi do zmycia tego paskudztwa, to za cholerę nie chce się usunąć z rzęs. Żeby pozbyć się go całkowicie, nieźle muszę się namachać. Sprawdzałam nawet ,czy jest to wersja wodoodporna, ale na stronie producenta, podają że to tusz długotrwały, a nie wodoodporny. 
Odradzam ten tusz każdemu, kto myśli nad zakupem. Jest to bubel, nadający się do niczego. Efekt nie powala na kolana, a to co dzieje się z nim potem, to już tylko sama męka. Rozmazany, tworzący cienie tusz, który jest trudny do zmycia, to zdecydowanie nie jest marzenie żadnej kobiety.







 
template design by designer blogs