Strona Główna

Max Factor False Lash Effect 24h

czwartek, 10 kwietnia 2014


Fanką tuszy do rzęs Max Factor jestem od wielu lat. Marka nigdy mnie nie zawiodła, zawsze byłam zadowolona z efektów jakie dawały poszczególne rodzaje maskar. Czy to tradycyjne szczoteczki czy gumowe i dużo większe, z każdą potrafiłam pracować. Gdy niedawno wykończyłam False Lash Effect, moją uwagę zwróciła wersja 24h. Ma ona nieco inną formułę, ale nadal zachowuje te same właściwości co wydanie tradycyjne. Różnica ma tkwić w dłuższej trwałości. Tymczasem po raz pierwszy muszę stwierdzić, że jestem ogromnie zawiedziona tuszem marki Max Factor.
Zacznę może po kolei. Szczoteczka tuszu jest gumowa i duża, zdecydowanie wymaga wprawy w nakładaniu. Ja sama gdy zaczynałam posługiwać się tego typu szczoteczkami, musiałam wypracować odpowiedni system aplikacji. Niemniej jednak jest to rzecz indywidualna, ponieważ nie każdy lubi, takie wielkie szczoty. 
Konsystencja tuszu jest gęsta i jednocześnie bardzo mokra. Mokra do tego stopnia, że należy odczekać sporą chwilę aż wyschnie, mnie to niestety irytuje. Nie raz już skończyłam z odbitymi kropkami na powiekach, bo mrugnęłam za szybko,a ten typek jeszcze nie zasechł.
 Efekt nie jest jakiś niesamowity. Ja lubię gdy moje rzęsy po maksymalnie 2, góra 3 warstwach dają mi zadowalający rezultat, czyli są wydłużone i pogrubione z ewentualnym podkręceniem. W przypadku tego tuszu jest przyzwoicie ale bez szału. Czegoś mi brakuje. Plus daję za kolor, bo jest mocno, nasyconym czarnym odcieniem, takim jak lubię. Ogólnie wszystko byłoby nawet nie najgorzej, mógłby być to tusz na co dzień, tymczasem jest coś co go dyskfalifikuje. Trwałość.
Może nie do końca trwałość, ale to jak zachowuje się na rzęsach. Po ok 2 godzinach robi się efekt pandy, coś czego żadna z nas nie życzyłaby sobie na twarzy. Dzieje się tak po każdej aplikacji, więc nie jest to kwestia przypadku. Wnerwia mnie to potwornie i nie pamiętam czy kiedykolwiek jakiś tusz robił mi takie chochliki pod oczami. I teraz najśmieszniejsze. Kiedy przychodzi do zmycia tego paskudztwa, to za cholerę nie chce się usunąć z rzęs. Żeby pozbyć się go całkowicie, nieźle muszę się namachać. Sprawdzałam nawet ,czy jest to wersja wodoodporna, ale na stronie producenta, podają że to tusz długotrwały, a nie wodoodporny. 
Odradzam ten tusz każdemu, kto myśli nad zakupem. Jest to bubel, nadający się do niczego. Efekt nie powala na kolana, a to co dzieje się z nim potem, to już tylko sama męka. Rozmazany, tworzący cienie tusz, który jest trudny do zmycia, to zdecydowanie nie jest marzenie żadnej kobiety.







12 komentarzy:

  1. Bardzo nie lubię jak jakiś kosmetyk okazuje się całkowitym bublem :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również, tym bardziej że do tej pory, żadna z używanych maskar tej firmy mnie nie zawiodła, więc tym większe jest moje rozczarowanie:/

      Usuń
  2. przy kilku tuszach tej marki robi się właśnie po kilku godzinach efekt pandy co jest niezwykle wkurzające gdy płacisz za tusz prawie 50 zł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, pieniądze wyrzucone w błoto. Teraz będę ostrożniej dobierać tusze do rzęs;)

      Usuń
  3. Miałam go krótko i u mnie niestety absolutnie nic nie robił, tylko barwił rzęsy na czarno, a szkoła:( Miałam kiedys Masterpiece Max i był fajny (lepszy od Chanela!). Kusi mnie też, by sprawdzić kultowy 2000 kcal;) Może kiedyś...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masterpiece to mój ulubieniec! 2OOO też jest bardzo dobry ,ale czasami delikatnie się rozmazywał ;)

      Usuń
  4. Nie wygląda bardzo źle, choć szału też nie ma. Jednak jeśli do tego robi Pandzię, to już wielki minus! Lubię mieć pewność, że w moim makijazu wszystko siedzi na swoim miejscu i nie musze zerkać w lusterko co pół godziny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również cenię sobie komfort, że przez dłuższy czas, wszystko z makijażem będzie wporządku, a nie martwić się, czy coś może się popsuło:/ A świadomość rozmytego tuszu to już jakaś porażka. Czuję się wtedy jak amator nie potrafiący użyć maskary.

      Usuń
  5. wygląda ładnie chociaż nie lubię tego typu szczoteczek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to kwestia przyzwyczajenia;) Ja kiedyś także nie wyobrażałam sobie, używać tuszy z taką szczoteczką, jednak szybko wypracowałam sobie technikę. Obecnie nie robi mi różnicy jaką szczoteczkę ma tusz, lubię rożne, jedynie nigdy nie przekonam się do tych co mają formę grzebyka. Dla mnie to pomyłka:/

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komplement:) Gdy stosuję odżywkę to dopiero mi rosą;)

      Usuń

Serdecznie dziękuję Ci za komentarz.
Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie ponownie.
Zaglądnij również na wobiektywiealeksandry.blogspot.com

 
template design by designer blogs