Strona Główna

Revlon Colourburst błyszczyki

czwartek, 27 lutego 2014


Jako nastolatka namiętnie używałam błyszczyków, które kończyły się w zastraszająco szybkim tempie ;)) Nie wiem jak to się działo, ale tak już było. Kilka lat temu zakochałam się w pomadkach, jednak błyszczyki stosuję do tej pory jako wykończenie makijażu ust. Seria Colourburst ma odpowiadająco mnie formułę, błyszczyki nie są zbyt lejące, za to wystarczająco gęste, aby dłużej trzymały sie na ustach. Fanką rzadkich błyszczyków nigdy nie byłam, ponieważ zawsze dziwnie zbierają się w załamaniach moich ust, co doprowadza mnie do szału. Lubię mieć równo rozprowadzony produkt, który nie emigruje.



Kolory jakie posiadam to:
Pink Ice - bardzo jasny, zimny róż, opalizujący na liliowo, ze srebrnymi drobinkami ( lubię go najmniej)
Peony - średni, ciepły koralowy róż, który ma złote drobinki, pięknie odbijające się w słońcu (mój  ulubieniec)
Papaya -  jest to średni koral, wpadający w ciepły pomarańcz, bez drobinek, bardzo ładny kolor na lato
Bellini - jasny, neutralny beż, wpadający w delikatny róż, bez drobinek







Błyszczyki są gęste, ale nie klejące ( chyba że nałoży się za dużo), o trwałości nie piszę, ponieważ ja, co na ustach bym nie miała, to i tak zjadam z nich, dość szybko, ale niech będzie, że 1-1,5h. Przeszkadza mi jedynie zapach, jest taki dziwny, sztuczny ale to ich jedyny minus.
Opakowanie jest estetyczne, plastikowe z czarną nakrętką, która ma aplikator zakończony gąbeczką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję Ci za komentarz.
Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie ponownie.
Zaglądnij również na wobiektywiealeksandry.blogspot.com

 
template design by designer blogs