Strona Główna

MAC Prep+ Prime Highlighter

czwartek, 22 sierpnia 2013


MAC PREP+ PRIME Highlighter to nic innego jak rozświetlacz w pisaku. Występuje w 3 odcieniach: Light Boost, Radiant Rose i Bright Forecast. Ja mam kolor Light Boost- żółty ton dla jasnych i średnich karnacji. Rozświetlacz ten bardzo ładnie maskuje drobne cienie pod oczami i rozjaśnia ich okolice. 


Opakowanie: Rozświetlacz ma formę plastikowego pisaka. Po zdjęciu zatyczki ukazuje się pędzelek, który ma bardzo przyjemne w dotyku włosie. Po przekręceniu  końcówki pisaka, przez pędzelek wypływa produkt, który nanosimy na wybrane miejsca. Opakowanie jest małe i poręczne.



Konsystencja: rozświetlacz jest gęsty, nie spływa. Rozsmarowuje się z łatwością, ale trzeba robić to z dokładnością, ponieważ nałożony niestarannie, pozostawia lekkie smugi, co nie wygląda ładnie. Daje subtelny efekt rozświetlenia, chyba że nawalimy go za dużo i skończy się to szybkim jego zważeniem. 




Aplikacja: nakładam go bezpośrednio pod oczy i wklepuję mokrym Beauty Blender-em. Resztki znajdujące się na jajku wcieram czasami na szczyt nosa i środek czoła. W ten sposób uzyskuję najlepszy rezultat, okolice oczu są ładnie rozjaśnione. Nie lubię nakładać go palcami, ponieważ zbiera się wtedy w załamaniach zmarszczek, czego nie cierpię.

Cena: 18£ za 3.6g

Rozświetlacz Prep+ Prime jest uniwersalnym produktem dla osób, które lubią delikatne rozjaśnienie twarzy. Ma przyjemną konsystencję i jest prosty w aplikacji. Osoby z dużymi cieniami pod oczami mogą być niezadowolone, ponieważ nie daje on pełnego krycia, tutaj dodatkowo potrzebny będzie jeszcze korektor. To jaki rodzaj efektu chcemy osiągnąć, zależy od doboru koloru. Light Boost lepiej kryje cienie, gdyż jest żółty, Radiant Rose bardziej przypadnie tym, co wolą tony różowe, natomiast Bright Forecast  nadaje się dla osób, z mocno ciemną karnacją, ponieważ jest bardziej brzoskwiniowy. Nie mogę porównać go do innych rozświetlaczy- ten jest jedynym jaki posiadam, ale w pełni zaspokaja moje potrzeby. W przyszłości chcę jeszcze dokupić odcień Radiant Rose.

                                A jakie są wasze ulubione rozświetlacze?

xxx
OLA

Illamasqua Hydra Veil

poniedziałek, 19 sierpnia 2013


Czym jest Hydra Veil? Jest to rodzaj, nawilżającej bazy pod podkład w formie żelu. Kupiłam ją pod wpływem wielu pozytywnych opinii, które głównie mówiły o tym jak niesamowicie wpływa ona na wygląd naszego makijażu. Jest to produkt głównie przeznaczony dla osób mających skórę suchą, odwodnioną lub dojrzałą. Ja posiadam skórę odwodnioną i przyznaję, że czyni on cuda. Nie wiem jak sprawdzi się u kogoś z cerą tłustą, natomiast posiadaczki cer normalnych też powinny być zadowolone.



Hydra Veil zamknięty jest w plastikowym pojemniku, z dodatkowym wieczkiem, do którego przyczepiona jest mała, czarna łyżeczka. Ma postać żelowej galaretki, która pod wpływem ciepła, zaczyna się roztapiać. Dlatego też, baza zawsze po ponownym otwarciu opakowania, wygląda jakby była nie naruszona, ponieważ po każdym użyciu wszystko stapia się spowrotem.




Hydra Veil nakładamy przed aplikacją podkładu, a po nałożeniu naszego kremu. Producent zaleca używanie pędzla do nakładania bazy, ale ja posługuję się moimi palcami, ponieważ tak wolę. Chociaż przyznam szczerze, że jeszcze nigdy nie próbowałam pędzlem. Bazę można stosować także samodzielnie. Dalej. Jeśli mam na twarzy jakieś suche placki albo suche skórki, to dzięki temu produktowi wszystko to znika. I żeby nie było, nie jest produktem silikonowym. To co dzieje się z moją skórą w momencie aplikacji to bajka. Czuć wtedy potężną dawkę nawilżenia, ale nie ma mowy o żadnym efekcie przetłuszczenia czy świecenia. Hydra Veil rozprowadza się gładko jak masełko i szybko się wchłania. Nie wiem czy przedłuża trwałość makijażu, ale zdecydownie sprawia, że wygląda on lepiej, dużo świeżej. Tworzy dla podkładu świetną podstawę oraz idealnie się z nim stapia. Genialnie współpracuje również z pudrowymi podkładami. Nie mają one wtedy tego paskudnego, sztucznego efektu, tylko wygląda to  bardzo naturalnie. 



Uwielbiam ten produkt ponieważ nareszcie kiedy nakładam podkład, moja cera nie staje się szara, taka bez życia, ale nabiera blasku, a jeśli ma gorszy dzień i pokryta jest jakimiś suchymi skórkami, nigdy tego nie widać, bo wszystkie te miejsca, znikają. Natomiast poziom nawilżenia Hydra Veil dostarcza tak wysoki, że nie mają go niektóre kremy, dlatego jest nie tylko zwykła bazą, ale jednocześnie produktem pielęgnacyjnym.








Uważam, że Hydra Veil starczy na bardzo długo, ponieważ niewielka ilość przy aplikacji, załatwia całą sprawę. A nie ma potrzeby nakładać zbyt wiele, bo ma się wtedy, tak jakby uczucie lepkości. Cena tego produktu to 27£, tak więc do tanich nie należy, ale moim zdaniem, warto było wydać tyle pieniędzy. Polecam :) Dla mnie zdecydowanie KWC.


skład




             Kto używa/ł już Hydra Veil? Jakie odczucia?

xxx
OLA


MAC Paint Pot Painterly

piątek, 16 sierpnia 2013

Dzisiaj chciałabym przedstawić mój jedyny Paint Pot z MAC-a w odcienu Painterly. Jest to nic innego jak kremowy cień do powiek, który może być stosowany również jako baza. MAC posiada wiele wykończeń Paint Pot-ów- kremowe, satynowe, perłowe i frost.


Opakowanie: jest małe, poręczne, w szklanym, eleganckim pojemniczku o pojemności 5g.


Aplikacja: Paint Pot zawsze nakładam palcami, delikatnie wklepując w powiekę. Na początku używania, jego konsystencja była trochę suchawa, ale kiedy wierzchnia warstwa się starła, zaczęło się go nakładać bardzo łatwo i przyjemnie. Pod wpływem ciepła palców, ze zbitej, zamienia się w kremową konsystencję. Nie lubię nanosić go pędzlem, ponieważ trudniej jest go wtedy rozprowadzić, gdyż szybko zasycha.


Kolor: Painterly to matowy, pastelowy, chłodny beż. Z łatwością zakrywa moje liczne żyłki na powiekach. Cienie utrzymują się na nim cały dzień, nic nigdy się nie ściera. Zauważyłam jedynie, że potrafi delikatnie zmienić odcień niektórych brązowych cieni, w tony fioletowe, kompletnie nie mam pojęcia dlaczego się tak dzieje, ale nie jest to jakoś szczególnie rzucające się w oczy.

w świetle dziennym

z błyskiem

Spotkałam się z opiniami, że Paint Pot-y szybko wysuszają się w słoiczku i po jakimś czasie nie nadają się do użycia. Ja swój mam już 8 miesięcy i nic takiego nie zauważyłam. Ponoć jeśli będzie się trzymać go do góry dnem to przedłużymy jego trwałość. Tak gdzieś słyszałam i stosuję się do tego zalecenia. 
Obecnie kosztują 15£. Paint Pot jest bardzo wydajny, mimo tego zastanawiam się nad kupnem innego odcienia, nie wiem tylko na jaki się zdecydować. Może jakieś propozycje?

xxx
OLA

Natural Collection Blushed Cheeks

czwartek, 15 sierpnia 2013

Dzisiaj chciałam przedstawić dwa róże z firmy Natural Collection. Marka ta, posiada w swojej ofercie wiele kosmetyków, które są w bardzo przystępnych cenach.
Ja obecnie jestem właścicielką koloru Peach Melba oraz Pink Cloud.



Cena:Róże kosztowały mnie jedyne 1.99£ za sztukę, a kupiłam je w drogerii Boots.

Opakowanie: Pojemniczek jest plastikowy z przeźroczystą nakrętką, nie jest to nic specjalnego, ale uważam, że za tak niską cenę nie powinniśmy oczekiwać nie wiadomo czego.

na górze: Peach Melba, na dole: Pink Cloud

Aplikacja: Róż jest bardzo pudrowy, może trochę pylić, nakłada  się go z łatwością, nie sposób z nim przedobrzyć. Nie pozostawia plam ani smug. Jego trwałość jest średnia, zdecydowanie wymaga poprawek w ciągu dnia.

z prawej: Pink Cloud, z lewej: Peach Melba

Kolory: Peach Melba- jest to ciepły, bardzo naturalny, matowy brzoskwiniowo-beżowy odcień.
Pink Cloud- bardziej wpada w chłodny odcień delikatnego, pudrowego różu, również matowy. Kolory subtelnie podkreślają naturalne rumieńce. Róże są średnio napigmentowane.

z lewej: Peach Melba, z prawej: Pink Cloud

Róże z Natural Collection idealnie nadają się dla osób, które nie mają jeszcze wprawy w nakładaniu makijażu oraz nie chcą przesadzić z intensywnością koloru. Tym z was, które nie posiadają ich w swojej kolekcji zachęcam do wypróbowania. Każdy kto lubi naturalne wykończenie powinien być zadowolony.

                          Co sądzicie o różach z Natural Collection? 

                                         xxx
                                         OLA

Pierwsza recenzja: NUXE Huile Prodigieuse Or Dry Oil

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Witam!
Zakupiłam olejek z NUXE zachęcona pozytywnymi opiniami na YT oraz blogach internetowych. Zależalo mi na delikatnym podkreśleniu opalenizny nóg i tego głównie oczekiwałam od  olejku. Producent podaje, że można stosować go również na włosy oraz twarz. Jeśli chodzi o włosy to niestety nawet nie zamierzam próbować nakładać go na nie, z obawy przed przetłuszczeniem moich kłaczków (moje pukle niestety należą do tych co po 2 dniach wymagają umycia). Natomiast próbowałam stosować go także na twarz-tu z mieszanymi uczuciami. Trzeba użyć bardzo ale to bardzo niewielkiej kropelki, ponieważ można skonczyć z efektem kuli dyskotekowej. Jeżeli nie przesadzi się z ilością, to uzyskamy ładny efekt rozświetlenia na buźce.


Przejdźmy zatem do konkretów. Olejek kupiłam w Mark&Spencer za 21£ o pojemności 50ml. Opakowanie jest szklane, przeźroczyste, więc widać ile produktu jest w środku, posiada małą zakrętke i mały dozownik-atomizer, ale nie jest to pompka. Po otwarciu, olejek można stosować przez 12 miesięcy.



Sposób użycia: buteleczkę należy wstrząsnąć, aby olejek wymieszał się ze złotymi drobinkami. Najlepiej wylać trochę na dłoń i wsmarować w wybrane miejsca. Nie polecam używać zbyt dużej ilości, ponieważ można przesadzić, a wtedy wygląda to, jabyśmy wpadły do worka ze złotym pyłem. Ja zawsze trzymam się zasady, lepiej mniej niż więcej. I jeszcze bardzo ważna rzecz, po użyciu trzeba koniecznie umyć ręce, gdyż niestety to co zostanie na naszych dłoniach, z łatwoscią przeniesie się w miejca na naszym ciele, których ewentualnie nie chciałybyśmy pokrywać drobinkami.
Skład: Huiles de Bourrache 1%, Amandes Douces 5%, Millepertuis 7% et Camélia 2%, Vitamine E 1%
Cylomethicone, octyldodecanol, caprylic/capric triglyceride, isodecyl neopentanoate, isononyl isononanoate, hypericum perforatum (hypericum perforatum extract), prunus dulcis (sweet almond oil), ethylhexyl methoxycinnamate (octinoxate), camelia oleifera(camellia oleifera extract), borago officinalis (borage seed oil), butyl methoxydibenzoylmethane, parfum (fragrance), tocophenol. 

 

Konsystencja: olejek nie jest za żadki ani zbyt gęsty-taki w sam raz. Absolutnie nie jest tłusty, więc zapewnienia producenta są prawdziwe. Wchłania się błyskawicznie przez co zaoszczędzamy czas.

Zapach: pachnie cudownie, delikatnie, nie jest to nic duszącego. Wiem, że są osoby które uważają jego zapach za zbyt mocny ale ja się z tym nie zgadzam.




Efekt: Złote drobinki pięknie lśnią w słoncu. Olejek wspaniale podkreśla opaleniznę. Nie wiem jeszcze, czy tak samo będzie sprawdzał się zimą, kiedy skóra stanie się jaśniejsza, ale latem jest idealny. Jeśli tylko nie przesadzi się z ilością uważam, że każdy go polubi. Olejek fajnie nawilża skórę, daje uczucie jedwabistej gładkości i miękkości. Absolutnie nie ma mowy o jakimkolwiek przesuszeniu.



Podsumowanie: Olejek z Nuxe nadaje sie zarówno na specjalne okazje, jak również do użytku codziennego. Polecam stosować go na dekolt, ramiona oraz nogi, a gdy już nabierzemy wprawy w dozowaniu także na twarz.W promieniach slonecznych skora dzięki niemu nabiera blasku. Jest niesamowicie wydajny. Ja miałam niestety problem z jego dotępnością. Jeszcze raz gorąco zachęcam do wypróbowania tego produktu i mam nadzieję, że moja opinia okazała się przydatna.


                                       Czy ktoś używał olejku z Nuxe z drobinkami?

                                                 A może wolicie wersje bez?

                                                                            XXX
                                                                            OLA

Początki zawsze są trudne ...

piątek, 9 sierpnia 2013

Witam!
Bardzo miło powitać mi każdego kto tutaj zajrzy. Chciałabym aby był to blog o tematyce kosmetyczno-urodowej może z małą domieszką mody. Czas pokaże jak wszystko się potoczy.
Jestem ogromnie zestresowana ale mam nadzieję, że będzie dobrze i zawsze ktoś znajdzie tu przydatne informacje oraz podzieli moje zainteresowania. 

Do następnego...
                               Ola

 
 
template design by designer blogs